Cukrzycowe nowinki – kongres EASD

Taksówkarz spojrzał na mój sensor Freestyle Libre na ramieniu. – To co, jedziemy na „kongres cukrzycy”? – zapytał pewnym głosem. Chwilę później byliśmy na 55. dorocznym spotkaniu European Association for the Study of Diabetes, które tym razem odbywało się w Barcelonie. A tam…

Ogromne centrum konferencyjne Fira Barcelona. Dostaję torbę z planem budynku i… 300-stronicowym programem, w którym opisane są wszystkie sympozja, prezentacje wyników badań, naukowe konferencje prasowe, prelekcje organizowane przez firmy farmaceutyczne i dodatkowe informacje o konferencji. Głównym wydarzeniem EASD są, oczywiście, prezentacje badań dotyczących cukrzycy, także tych najbardziej przełomowych. Podczas czterech dni konferencji wszystkie 18 sal wykładowych, w których można spotkać prelegentów z całego świata, w tym z Polski, jest cały czas zajęte. Dodatkowo dwa razy dziennie odbywają się prezentacje „plakatowe” (grupa zainteresowanych dowiaduje się informacji z plakatów, które są omawiane przez prowadzącego). Wydarzenia te zaadresowane są przede wszystkim do osób spoza grona lekarzy. I chociaż wszystko wydaje się wspaniałe, mam problem…

Od chwili, gdy na poważnie zaangażowałam się w cukrzycowe technologie, możność uczestniczenia w tej konferencji, słuchanie prelekcji i obejrzenie słynnej „wystawy” nowych i dawnych technologii dla diabetyków były moim marzeniem. Chciałam zobaczyć „cuda”, o których czytałam. Tymczasem zainteresowało mnie wszystko… prelekcje, spotkania, wystawy.

Najnowsze doniesienia

Nie będę oryginalna, jeśli napiszę, że spotkań z ekspertami jest tu dużo. To, co mnie najbardziej interesuje, czyli prezentacje badań, podzielone są tematycznie i trwają 15 minut. Publiczność też może zadawać pytania. Niestety jest ich tyle, że trudno mi zdecydować się, czego powinnam posłuchać. W duchu obiecuję sobie, że przy następnej okazji, wcześniej ustalę sobie plan działania.

Tym razem ze wszystkich omawianych badań, nawet przełomowych, najbardziej zaciekawiły mnie trzy. Pierwsze prowadzone było przez Oslo University Hospital i wykazało, że nadmiar glutenu w codziennej diecie niemowlaka (do 18 mies. życia) może korelować z rozwojem cukrzycy typu 1. Dowody oparto na obserwacji dzieci, które spożywały średnio 8,8 g glutenu dziennie i tych, które jadły go więcej o 10 g (głównie w postaci płatków zbożowych i chleba). W grupie drugiej ryzyko rozwoju cukrzycy insulinozależnej wzrosło o 46%. Dlaczego tak się dzieje, do końca nie wiadomo. Badacze sugerują, że nadmiar glutenu w diecie może wywoływać stan zapalny, zaburzający
barierę jelitową, co w efekcie może prowadzić do powstania chorób metabolicznych.

Kolejną ciekawostką, o której chciałabym opowiedzieć, są wyniki doświadczenia prowadzonego przez Aristotle University of Thessaloniki. Wykazało ono, iż kobiety, które korzystały z metody in vitro, mają o 53%. większe ryzyko cukrzycy ciążowej niż panie, które zaszły w ciąże w sposób naturalny.

Jeden z wykładowców, którego miałam okazję posłuchać – profesor Steve Kahn z University of Washington w Seattle – rozpoczął swoją wypowiedź słowami: „Kiedy spotykamy fakt sprzeczny z panującą teorią, musimy zaakceptować fakt i porzucić teorię” – radzę pomyśleć o tym, jeśli możemy skorzystać z pompy, ale tego nie robimy. Badanie przeprowadzone przez University of Gothenburg na 161 diabetyczkach z typem 1 stosujących peny wykazało, że te, które zdecydowały się używać CGM jako system monitorowania glikemii przez co najmniej 26 tygodni, o prawie pół godziny zmniejszyły średni czas bycia w hipoglikemii. Dodatkowo poprawiły wyniki HbA1c o 0,43%. Wiesz, co robić…

Co interesującego zapamiętałam wśród doniesień związanych z cukrzycą typu 2, a przydatnego diabetykom insulinozależnym? Otóż, hipoglikemiczne działanie alkoholu w drinkach może być mitem. Naukowcy są na dobrej drodze, by to udowodnić. Badanie przeprowadzone w Southeast University w Chinach nad wpływem niskiego do niewielkiego spożycia alkoholu na tę grupę chorych wykazało, że wbrew powszechnej opinii koreluje on (dawka 20 g i mniej) z poziomem trójglicerydów i insuliny w organizmie, ale nie wpływa ani na glikemię na czczo, ani na HbA1c.

Najnowsze technologie

Przekroczyłam próg hali wystawienniczej i… nie wiedziałam, gdzie mam patrzeć, na czym zawiesić oko, co przetestować, o czym porozmawiać. Mnogość technologii, wystawców, a nawet kolorów, absolutnie mnie przytłoczyły. Dosłownie poczułam się jak w fabryce świętego Mikołaja, gdzie wszystkie prezenty wyprodukowano dla mnie… I nagle ogarnął mnie strach: a co, jeśli nie zdążę zobaczyć wszystkich stanowisk i nie będę mogła zrobić tylu zdjęć, ile bym chciała? Nigdy wcześniej nie spotkałam w jednym miejscu tylu pomp insulinowych, różniących się technologią, wielkością, a nawet kolorami. Wszystkie były warte uwagi, ale największą gwiazdą dla mnie stała się jednorazowa 72-godzinna pompa EOPANCREAS, która ma wbudowany CGM i razem z pilotem tworzy system zamkniętej pętli. Wodoodporna, wielkości pagera, bezpośrednio przylega do skóry bez potrzeby stosowania plastikowych rurek. Co prawda, EOPANCREAS nie ma jeszcze znaku CE, ale FDA przyznało jej tytuł przełomowego urządzenia.

Południowokoreańska firma EOFLOW ma w swoim portfolio także bezdrenową pompę nazwaną EOPATCH. Czytałam o niej już w różnych mediach, ale nikt wtedy nie mówił, że waży… 26 g – czyli tyle, ile 3 łyżki cukru – a wkłucie wymienia się tylko dwa razy w tygodniu. Można też spojrzeć na to inaczej: jeden produkt, dwa sposoby noszenia i 10 kolorów do wyboru, w tym złoty, czerwony, niebieski – na własne oczy widziałam, że to możliwe. Holenderską pompę Kaleido można umieścić w różnych miejscach ciała albo, w razie potrzeby, użyć dłuższego drena (60 cm) i trzymać w kieszeni. Jest mała (mierzy 107 mm x 50 mm x 9 mm) i umożliwia rozstanie z glukometrem. Na razie przynajmniej na pewien czas, ale kto wie… Pompa ta w wersji z zamkniętą pętlą współpracuje z DiabelLoop – drugim tego typu systemem dopuszczonym do oficjalnej dystrybucji w Europie. Oprócz Kaleido składa się on z ciągłego czujnika glukozy – CGM Dexcom 6 oraz pilota – smartfona do obsługi pompy. Najważniejszą funkcją tego rozwiązania jest tzw. zen mode, w którym nie trzeba wpisywać do pilota, że cokolwiek zjedliśmy, ponieważ system sam jest w stanie to wykryć i odpowiednio zwiększyć bazę.

Biorę głęboki oddech idąc do stanowiska firmy Medtronic, a tu… widzę podobny system. Współpracuje z pompą MiniMed 670G, która już od pewnego czasu znajduje się na rynkach Europy, ale pozwala zapomnieć o pilocie. Pompa sama odbiera wyniki z CGM Guardian 3 i dopasowuje dawkę insuliny. Podczas tej prezentacji miałam również okazję zobaczyć najnowsze wkłucia Mio Advanced, które, podobnie jak wkłucia Mio, nie wymagają sertera. Nowe Mio są bardziej delikatne i w żadnym momencie zakładania ich na ciele nie zobaczymy igły. CGM-ów na wystawie widziałam kilka i, co ciekawe, wiele z nich pochodziło z Azji. Przykładem może być POCTech z transmiterem, w wymienia się po prostu baterię i można używać go przez dwa lata. Inny azjatycki CGM, który może zainteresować, to Glunovo i3 do noszenia przez 14 dni z żywotnością transmitera do 3 lat. Ten CGM zbiera pomiary co 3 minuty. Z kolei Aidex wyglądem (również sertera) przypomina FreeStyle Libre. Wyniki można odbierać przez 14 dni na telefonie lub dołączonym odbiorniku.

Nie będę ukrywała – wciąż mam bzika na punkcie glukometrów. Każdy jest równie dobry, kiedy nagle trzeba sprawdzić poziom cukru, ale kręcą mnie te, które dają coś więcej niż wynik na wyświetlaczu. Co mogłabym polecić po tegorocznej konferencji? Najciekawsze, według mnie, nowości to OneTouch Verio Reflect od firmy OneTouch i glukometr od Ypsomed. One Touch Verio Reflect różni się od swojego poprzednika tym, że ma bardziej precyzyjną skalę legendy poziomów cukru. Glikemia w zielonym zakresie została podzielona na trzy zakresy: w normie, ale niską, w normie oraz na w normie, ale wysoką. Dodatkowo glukometr łączy się z aplikacją Blood Sugar Mentor i posiada zupełnie nowy nakłuwacz z 13 głębokościami igły.

Glukometr od YpsoMed najbardziej wyróżnia się przez sposób, w jaki używa pasków testowych. Są one plastikowe i wkłada się je prostopadle do glukometru, a nie pionowo, jak we wszystkich innych glukometrach. Aby wykonać test, nie trzeba go nawet wyjmować z pokrowca. Wszystko jest tak zaprojektowane, aby test mógł być wykonany bardzo prosto.

I na koniec coś ekstra dla użytkowników penów

Potrójne ostrzenie, smarowanie umożliwiające wykonanie bezbolesnego wstrzyknięcia i większa średnica wewnętrzna pozwalająca przyspieszyć przepływ insuliny, tym samym skrócić czas wstrzyknięcia – nie opowiadam o machinach z filmu science fiction, a o oglądanych przeze mnie w Barcelonie igłach do wstrzykiwaczy firmy PIC. Są nowoczesne i krótkie, ale przede wszystkim ograniczają stres związany z iniekcjami.

Ręka w górę, komu lekarz lub pielęgniarka podawali insulinę. No właśnie. Przyznam, że mocno zastanawiałam się, jak wiele może się wkrótce zmienić w tej kwestii, kiedy stałam przed stoiskiem firmy Owen Mumford, która proponowała tzw. bezpieczne igły przeznaczone dla personelu medycznego. Jednorazowe i zaprojektowane w taki sposób, aby po podaniu leku i zasunięciu zaślepki przypadkowe ukłucie się igłą było niemożliwe. Przypomina mi się, jak raz, tuż po tym jak zachorowałam, pielęgniarka poprosiła, by mama podała mi insulinę, a ta zrobiła to tak, jak brzmiała instrukcja: zdecydowanym ruchem, czyli jak na kreskówkach z Donaldem. Zabawne wspomnienie? Niekoniecznie. Dobrze, że z roku na rok cukrzykom żyje się coraz łatwiej.

Autorka: Adrianna Maciejczyk, diabetyczka od 10 lat, autorka bloga „Ja cukrzyk”

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Cukrzycowe nowinki – kongres EASD”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *