Moje ciało, moje więzienie

Marta jest po operacji bariatrycznej. Dziś jest szczupłą, pełną energii kobietą, która mówi: moje ciało mnie więziło. Marta prosi o anonimowość i jednocześnie zaznacza: moja historia jest dość długa, więc musisz się uzbroić w cierpliwość. Spokojnie, mam jeszcze kilka dni na zebranie wszystkiego w całość.

Marta: Takie operacje wykonuje m.in. mój bliski znajomy. Chciał operować mnie dawno, ponad 5 lat temu. Wszyscy oprócz męża i brata mnie do tego namawiali. Spakowałam walizkę do szpitala, miałam tam być na drugi dzień. Dostałam jednak ataku panicznego strachu, poszłam wieczorem i ryczałam, więc lekarz stwierdził, że nawet gdybym następnego dnia rano zadzwoniła i powiedziała, że jednak chcę, to on mnie nie zoperuje. Nie jestem na to gotowa psychicznie. Powiedział: „Jutro nie przyjdziesz do szpitala, ale i tak do mnie wrócisz…

Dzisiaj już jesteś po operacji. Jesteś szczupła…

M.: Minęły 3 lata, W międzyczasie doktor wyjechał do innego miasta, ale cały czas byliśmy w łączności, bo to stary znajomy. Ja chudłam i tyłam, taka sinusoida, ale myśl o operacji powodowała paniczny strach. Do tego stopnia, że jak nas odwiedzał, bałam się nawet jego… osoby, którą znałam odkąd byłam nastolatką. Później siostra męża rozpoczęła pracę w tym samym szpitalu jako anestezjolog, więc pomyślałam: idę. Mimo, że nie ona mnie znieczulała. W noc poprzedzającą operację gotowa byłam uciec ze szpitala. Oczyma wyobraźni widziałam, jak moje dzieci wychowują się beze mnie. Jednak inny lekarz rodzinny po obejrzeniu moich wyników powiedział, że i tak w najbliższej dekadzie czekają mnie cukrzyca, zawał albo wylew. Myślałam: zawsze to 10 lat, a nie już, dziś.

…ale poddałaś się operacji.

M: Jestem 2,5 roku po operacji. Całą zimę przejeździłam na łyżwach. Nauczyłam się jeździć na nartach. Energii mam całe mnóstwo. Niemal co dzień myślę o tym, że dostałam inną jakość życia.

A czy był taki moment, że żałowałaś?

M: Ani jednego! Tydzień po wstąpiło we mnie mnóstwo energii i cudowne samopoczucie!

A co z jedzeniem – nie brakowało Ci go? Po takich operacjach niewiele się je…

M: Aj, pierwszy raz jak pojechałam do Chorwacji latem i było super żarcie w hotelu – żartuję.
Nie! Ja właśnie jestem szczęśliwa, że tylko podgryzam od każdego i jestem najedzona. Mój mąż mówi że ze względów ekonomicznych powinniśmy zoperować całą rodzinę.

Ile kilogramów zrzuciłaś?

M: 45

Wow! To jest naprawdę niesamowite! Czy nadal chudniesz?

M: Już bardzo wolno, ale ubywa mi np. 2 kg na pół roku. Jednak to nie koniec historii…

No to słucham dalej…

M: Mam zaprzyjaźnionego innego lekarza, który ma problem z wagą. I on zresztą też zna tego, który mnie operował. Chciałam namówić go na operację, bo przecież już wiem jak to cudownie. Wtedy siostra męża powiedziała mi, że każdy musi być sam gotowy. Był przypadek, że pacjent nie był gotowy i po operacji najadł się pączków, trafił na OIOM. Młoda dziewczyna, którą rodzice namówili na operację zmarła. Ostatnio chłopak 29 lat, dostał zakażenia i zmarł. Więc trzeba być gotowym.

Słyszałam o pacjentach po operacji miksujących michałki. A powiedz mi jeszcze co doprowadziło do otyłości u Ciebie?

M: Ciąże, siedzący tryb życia, a później jak się człowiek zapędzi to już samo idzie. Po operacji, co śmieszne, stosunek do gotowania też się zmienia. Kiedyś przeglądałam przepisy i tylko myślałam „to zrobię, tamto zrobię”, a teraz myślę „OK, zrobię” a kiedyś to bym obrazek zjadła jak widziałam przepis. Teraz gotuję, ale bez aż takiej pasji.

Naprawdę? A rodzina nie kusi?

M: Ale ja jem to co oni, tylko mało. Na imprezach mąż tylko pyta, co ma wziąć, bo dojada po mnie, ale on jest szczupły.

A czujesz sytość? U osób chorych na otyłość jest to zaburzone, a jak po operacji?

M: Biorę, kroję jeden kęs i zostawiam. Próbuję następne danie. To jest super!

Jak Magda Gessler.

M: Tak dokładnie. Cieszę się tym. Patrzę jak ludzie jedzą i myślę jak można tyle zjeść, a sama niedawno tak jadłam.

Jeszcze tak z dziennikarskiego wścibstwa zapytam… Dlaczego osoby po takich operacjach nie zawsze chcą rozmawiać? Albo, jak Ty chcą pozostać anonimowe?

M: Chyba wolimy siebie w nowym wydaniu. Na zdjęcia sprzed operacji ciężko się patrzy. Nawet moje dzieci patrzą dziwnie, młodszy syn, jak go pytam czy pamięta, że byłam taka gruba mówi: nie byłaś.

Rozumiem. Ja nie mogę patrzeć na moje zdjęcia z czasów, gdy byłam szczupła, bo teraz czuję się jak w nie swoim ciele…

M.: Ja już mam odwrotnie. Dodam tylko, że dla mnie wygląd liczył się najmniej. Zawsze lubiłam sporty, mój syn był 5-krotnym mistrzem Polski w kolarstwie w swojej kategorii. Mąż też bardzo sprawny, a ja przy nich czułam się jak kaleka. Nie nadążałam nawet na spacerach wakacyjnych. Oni szli na łyżwy, ja się bałam, oni narty, a ja wnosiłam małemu sprzęt pod górę – tyle było mojego sportu, choć bardzo chciałam, więc teraz cieszę się jak małe dziecko właśnie z tego. Jestem bardzo energiczną osobą – moje ciało mnie więziło.


Rozmawiała Karolina Klewaniec

You may also like...

0 thoughts on “Moje ciało, moje więzienie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *