Szkolne pułapki. Jak w nie nie wpaść?

Przygotowanie dziecka do nowego roku szkolnego jest wyzwaniem dla rodziców. Stres i presja bycia gotowym na czas, są silniejsze, kiedy rodziny mają do czynienia z przełomem – przejściem z przedszkola do szkoły, zmianą szkoły lub klasy.

Uczniowie z cukrzycą typu 1 i ich rodzice przygotowują się do roku szkolnego jeszcze bardziej niż rodziny dzieci zdrowych. Jeśli i ty zastanawiasz się jak przygotować się na przekazanie swojego dziecka z cukrzycą pod opiekę szkoły, przeczytaj w jakie pułapki możecie wpaść i co zrobić, by uniknąć niemiłej konfrontacji z placówką oświatową

Podawanie glukagonu

Najczęściej mówi się o tym, że to młody diabetyk powinien być odpowiednio przygotowany na pójście do szkoły – w takim zakresie, w jakim może przejąć samokontrolę dziecko kilkuletnie lub nastolatek. Mówi się o edukacji i samokontroli dziecka. Każdy z tych młodych ludzi ma swoje indywidualne potrzeby i możliwości, jeśli chodzi o samokontrolę i sposób prowadzenia cukrzycy dyktowane wiekiem, stylem życia rodziny i tym, jak długo choruje. Różne też jest podejście rodziców do chorego dziecka, możliwości technologiczne prowadzenia cukrzycy oraz wyobrażenia o tym, jak powinny się układać relacje z nauczycielami, a przede wszystkim wychowawcą klasy. Konflikty, jakie powstają, są najczęściej związane z kwestią odpowiedzialności szkoły i nauczyciela dotyczącej bezpieczeństwa diabetyka. Ustalenia z rodzicami wymaga zakres „obowiązków” nauczyciela dotyczący wspierania dziecka z cukrzycą w wykonywaniu konkretnych czynności wynikających z choroby: mierzenia cukru, przypomnienia o porze posiłku, u młodszych uczniów kontroli glikemii i pomocy w podaniu insuliny, dopilnowanie, by drugie śniadanie zostało zjedzone. Wiele emocji budzą kwestie związane z ciężką hipoglikemią i koniecznością podania glukagonu w sytuacji utraty przytomności. Czy można się dziwić nauczycielom, że czują strach na myśl o przejęciu odpowiedzialności za samopoczucie i zdrowie diabetyka w godzinach lekcyjnych? Nie! Przecież sami rodzice czują na sobie ciężar opieki, co więc mają czuć osoby, których cukrzyca nie dotyczy bezpośrednio? Wszelkie wątpliwości i obawy można rozwiać tylko w jeden sposób – poprzez rozmowę i edukację w atmosferze wzajemnej współpracy.

Nie zawsze jest łatwo

Rodzinom cukrzycowym nie zawsze jest łatwo wyprawić dziecko do szkoły, ponieważ nastawienie dyrektora lub nauczycieli bywa negatywne. Czasami wręcz próbuje się odprawić rodziców składających wniosek o przyjęcie do szkoły ucznia z cukrzycą. Problem pojawia się również, kiedy uczeń zachoruje na cukrzycę w trakcie roku szkolnego. Zaczyna się seria wymówek, kierowania dziecka do poradni psychologiczno-pedagogicznych, a także sugerowanie indywidualnego toku nauczania, nawet przeniesienia do szkoły specjalnej. W takich sytuacjach jedynie determinacja rodziców i odpowiednio przygotowane informacje na piśmie mogą pomóc przemóc się placówce w „przekonaniu się” do diabetyka. Oczywiście, jeśli wszystkie pokojowe metody zawodzą, możemy uciec się do przepisów prawa, zgłoszenia sprawy w Kuratorium Oświaty lub u naczelnika miejscowego wydziału oświaty. Rodzice jednak boją się walczyć w obawie, że odbije się to na dziecku i znacznie częściej szukają bardziej otwartej na diabetyków szkoły.

Jak sprawić, by uczeń czuł się bezpiecznie?

Do głównych czynników, które mogą pomóc w wypracowaniu pozytywnego nastawienia szkoły jest postawa rodziców. Często oni sami z góry stawiają się na przegranej pozycji lub podchodzą do kwestii opieki nad diabetykiem w szkole panicznie lub roszczeniowo. Warto pamiętać, że lęk i niepewność rodzica źle wpływają na grono pedagogiczne – skoro on sam się boi, to co mają sobie myśleć nauczyciele, którzy prawdopodobnie jeszcze nigdy nie mieli do czynienia z cukrzycą typu 1.


Kontrola podstawą zaufania

Nie ukrywajmy faktu, że dzieci z cukrzycą funkcjonują w polskich szkołach w oparciu o współpracę nauczyciela z rodzicem. Rodzice siedzą na korytarzach pod klasami, pojawiają się w szkole podczas przerw, by dopilnować zjedzenia posiłku i podania insuliny, są dostępni pod telefonem w czasie pobytu dziecka w szkole, przychodzą na lekcje wychowania fizycznego. Diabetycy chodzą do szkół wyposażeni we własne telefony, by mieć kontakt z rodzicem, kiedy trzeba skonsultować dawkę insuliny lub oszacować posiłek, który nie był w planie (na przykład urodzinowy słodycz). Warto podkreślać w rozmowach z nauczycielami, że dziecko z cukrzycą zawsze ma mieć:

  • dostęp do picia i jedzenia, nawet podczas lekcji
  • nieograniczony dostęp do toalety
  • możliwość wykonania telefonu do rodzica, kiedy tylko tego potrzebuje.

Dziecko powinno znać swoje prawa i obowiązki tak samo jak dorosły – nauczyciel, pod którego opieką znajduje się na terenie szkoły.
Jedną ze skuteczniejszych metod „uczenia” nauczycieli jest tzw. zdarta płyta. Możemy spróbować utrwalać wiedzę powtarzając ważne zasady i podkreślając je tyle razy, ile będzie potrzeba – na hipoglikemię, czyli niski poziom cukru jest glukoza (cukier), a na hiperglikemię, wysoki poziom, insulina plus picie wody. Przypominamy, że podanie glukagonu ratuje życie dziecka i jest też bezpieczne dla osoby trzeciej gdyby przypadkowo sama go sobie podała. Trzeba uświadamiać nauczycielom, że skoki i spadki cukru są normalną częścią życia diabetyka i wystarczy na nie odpowiednio wcześnie zareagować, a nic złego się nie zadzieje.

Jednym z bardzo pomocnych rozwiązań w sytuacji, kiedy po raz pierwszy szkoła ma do czynienia z uczniem – diabetykiem, może być właśnie opracowanie procedur postępowania dotyczących funkcjonowania dziecka z cukrzycą w placówce oświatowej. Idealnie, jeśli ich tworzenie opierałoby się na współpracy z rodzicem. Przykład: Procedura postępowania w sytuacji hipo- i hiperglikemii, przygotowanie planu dnia z uwzględnieniem posiłku, mierzenia poziomu cukru u dziecka z cukrzycą typu 1.
Szkolenia dla kadry pedagogicznej z cukrzycy są organizowane przez wiele fundacji i stowarzyszeń, w tym najstarszą w Polsce Fundację dla Dzieci z Cukrzycą z siedzibą w Warszawie. Szkolenia bywają pełnopłatne, częściowo płatne lub pełnione w formie wolontariatu w zależności od tego, kto je organizuje. Warto z nich korzystać – niestety szkoły często nie wiedzą, gdzie szukać takich szkoleń i tutaj rolą rodzica jest im pomóc, naprowadzić na odpowiedni kontakt, podsunąć telefon lub adres mailowy. Zgłoszenia na szkolenie muszą bowiem dokonywać szkoły a nie rodzice. Jest to jedna z form doskonalenia zawodowego nauczycieli i otrzymuje się stosowne dokumenty potwierdzające udział w szkoleniu. Najważniejsze jest jednak to, że takie spotkanie z edukatorem/szkoleniowcem pomaga obiektywnie spojrzeć na funkcjonowanie dziecka z cukrzycą w szkole i wypracować kompromis pomiędzy rodzicem a szkołą.

Ze strony rodzica…

Należy ocenić samodzielność dziecka. Zapewnić szkołę, że to na rodzicu spoczywa większość obowiązków i czynności mających na celu ułatwienie funkcjonowania dziecka w szkole – to rodzic przygotowuje przeliczone śniadanie, zapisuje lub konsultuje z dzieckiem dawki insuliny i godziny posiłku. Im starszy jest uczeń, tym jest bardziej samodzielny, a wówczas do zadań nauczyciela należy umożliwienie mu jedzenia i picia na lekcji (w razie potrzeby) oraz udzielenie pierwszej pomocy w przypadku hipoglikemii z utratą przytomności. Niezwykle ważny jest kontakt z nauczycielami WF-u, którzy powinni zainteresować się poziomem glikemii przed zajęciami sportowymi, w trakcie i po nich, upewnić się, że uczeń czuje się dobrze oraz wiedzieć, w jakich sytuacjach nie powinien podejmować aktywności fizycznej. Po stronie rodzica jest również techniczne przygotowanie dziecka do szkoły, czyli przygotowanie odpowiedniego śniadania, regularna zmiana wkłuć i podawanie insuliny. To również wyposażenie dziecka w kompletny zestaw do mierzenia cukru, glukozę, odpowiednią ilość insuliny i glukagon.

Czy rodzic musi siedzieć na szkolnym korytarzu?

Trudna sztuka negocjacji wymaga czasami pójścia na pewne kompromisy. Pamiętajmy jednak, że chwilowe przebywanie w szkole z dzieckiem bywa korzystne, dopóki nauczyciel nie oswoi się z sytuacją. Rodzic oczywiście zawsze ma prawo przebywać na terenie szkoły, kiedy chce, ale czy powinien w niej przesiadywać tygodniami, miesiącami? Często boi się o dziecko widząc brak zainteresowania ze strony kadry pedagogicznej. Siedząc jednak na korytarzu ułatwia poniekąd nauczycielom umywanie rąk od części ich obowiązków i odpowiedzialności. Warto zapewnić o byciu otwartym na współpracę i o tym, że w sytuacji trudnej nauczyciel może liczyć na wsparcie rodzica, ale jego siedzenie pod klasą jest bezcelowe.

RODZICE DIABETYKÓW MÓWIĄ…

Basia

Grzecznie, ale stanowczo
Rozpoczęcie szkoły zbiegło się że zdiagnozowaniem cukrzycy u syna i niewiele pamiętam z pierwszych miesięcy z cukrzycą, ale raczej nigdy nie mieliśmy problemów z dyrekcją czy nauczycielami, poza małymi incydentami. Nastawienie nauczycieli było dobre, zwłaszcza pani z WF-u. Szybko, bo chyba w październiku mieliśmy szkolenie, na którym nauczyciele uczyli się podawać glukagon. Nigdy nie było problemu z jedzeniem na lekcjach, ani sytuacji wykluczenia z powodu cukrzycy. Nauczycielka nauczania początkowego nie przypominała o pomiarach cukru i ogólnie mało się interesowała cukrzycą, ale obeszło się bez większych problemów. Z dyrekcją o cukrzycy rozmawiał mąż, gdy ja byłam jeszcze w szpitalu z dzieckiem, więc to mnie ominęło, ale znając męża, była to konkretna, rozmowa – nie roszczeniowa tylko taka normalna. Później, gdy już nie pracowałam, przyjeżdżałam do szkoły na czas śniadania i podawałam insulinę penem. Mamy to szczęście, że syn czuje spadki cukru, więc gdy coś było nie tak, sam się mierzył mówił nauczycielce, jaki ma wynik, a ona kontaktowała się z mną. Przez telefon wyjaśniałam, co mają zrobić. Starałam się zawsze grzecznie, ale też stanowczo rozmawiać z nauczycielami i tłumaczyć, tłumaczyć i ciągle tłumaczyć.
Czasami miałam wrażenie, gdy mówiłam, że coś jest winą wysokiego lub niskiego cukru, to patrzyli na mnie jak na kosmitkę, bo dziecko ma być grzeczne, a ja niby zwalam na cukier. Zmieniło to się, gdy powiedziałam nauczycielce, że skutki za niskiego lub za wysokiego można porównać do samopoczucia podczas grypy.
Moje wymagania ograniczały się do tego, żeby syn mógł zawsze do mnie zadzwonić, zjeść, podać insulinę, przyjąć glukozę, a w razie utraty, żeby podano mu glukagon. Raz tylko nauczycielka angielskiego nie pozwoliła mu zjeść na lekcji, ale syn zadzwonił do mnie i przez telefon wytłumaczyłam, że jeśli teraz nie zje to za pół godziny straci przytomność. Pani się chyba wystraszyła i potem mnie przepraszała.

Beata
Problem z glukagonem
Natalia zachorowała w marcu 2016 r. Miała wtedy 12 lat, kończyła 6 klasę.
Podczas naszego pobytu w szpitalu wychowawczyni rozmawiała z klasą, powiedziała dzieciom o chorobie Natalii – przyjęły to ze zrozumieniem, troską i zawsze mogła na nie liczyć. Dyrektor gimnazjum nie miała dla mnie czasu. Zostawiłam jej informację od lekarza prowadzącego, wychowawczyni obiecała porozmawiać z pozostałymi nauczycielami. Mi został nauczyciel WF-u, który nie robił problemu. Sam pytał córkę, jaki ma cukier, jak się czuje i czy może ćwiczyć. Ani podstawówka, ani gimnazjum nie chciało przejąć odpowiedzialności za podanie w razie potrzeby glukagonu – nie było go w szkole. Pan dyrektor stwierdził, że w razie czego wezwą pogotowie. Szkoły są trochę obojętne lub niewrażliwe na niektóre tematy, bo pewnie jeszcze nic się nie stało. Wiele razy przypomniałam też o możliwości bezpłatnych szkoleń dla nauczycieli, jednak też nie było odzewu. Jakoś krótko przed końcem pierwszego półrocza tego roku szkolnego, a więc ostatniej klasy, pani dyrektor powiedziała, że nauczyciele się szkolili, ale nie potrafiła powiedzieć którzy, więc myślę, że to było takie „na odczepnego”.

Anna
Brak wiedzy
Karina chodzi do szkoły integracyjnej, w której nie ma szkolnego sklepiku, więc pułapki żywieniowe nie były nam straszne. Szkolenie odbyło się od razu – na początku roku szkolnego. Niestety sama musiałam je zorganizować. Najbardziej jednak zabolało mnie to, że na szkoleniu nie pojawiła się wychowawczyni klasy – nie miała wtedy czasu.
Po 4 latach mogę stwierdzić, że choć to jest szkoła integracyjna, to wiedza na temat cukrzycy wśród nauczycieli jest znikoma. Nie ma możliwości, bym puściła córkę samą na wycieczkę dłuższą niż jeden dzień. Niedawno wróciliśmy z zielonej szkoły i po rozmowach z nauczycielkami doszłam do wniosku, że po wakacjach muszę zorganizować kolejne szkolenie – niestety nauczyciele nie wiedzą, co robić w przypadku hipo- czy hiperglikemii. Jedynie aktualna wychowawczyni wie coś na temat cukrzycy, ale reszta się dziwiła, że ważymy posiłki, że w nocy wstaję itp. Zaskoczyło mnie też, że dyrekcja nie poinformowała nauczycieli o tym, że w klasie jest uczennica z cukrzycą – wyszło to na jaw, gdy podczas lekcji muzyki córce włączył się alarm w pompie, w ten sposób nauczyciel dowiedział się o chorobie Kariny. Myślę, że bardzo dużo zależy od dziecka i jego podejścia jak należy „obchodzić się” z cukrzycą w szkole.

Autor: Karolina Klewaniec

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Szkolne pułapki. Jak w nie nie wpaść?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *