Nowa ustawa: Czy diabetykom będzie trudniej w szkole?

 

Od września mają się zmienić przepisy dotyczące opieki nad dziećmi przewlekle chorymi w szkole. Projektowana ustawa może pogorszyć sytuację małych diabetyków, ponieważ w nowe przepisy są bardzo ogólnikowe, a o roli nauczyciela w opiece nad diabetykiem nie wspomina się w ogóle.

Nowy projekt ustawy jest mniej korzystny dla dzieci z cukrzycą (patrz ramka na dole). Dlaczego? Do tej pory w ustawie był zapis, że w przypadku gdy w szkole nie ma pielęgniarki lub higienistki szkolnej leki może podać sobie dziecko, rodzic lub nauczyciel. W projekcie nowej ustawy, która wedle zapowiedzi powinna zacząć obowiązywać od września, nie ma ani słowa o roli nauczyciela w opiece na dzieckiem przewlekłym.

Jak było, jak będzie?

Obowiązująca jeszcze teraz ustawa nie obligowała co prawda nauczyciela do opieki nad małym diabetykiem (skontrolowania glikemii czy podaniu glukagonu), przepisy zachęcały jednak nauczycieli do współpracy z rodzicami. Na podstawie umowy ustnej lub pisemnej nauczyciel mógł podać insulinę, pod warunkiem, że otrzymał konkretne instrukcje od rodzica. Przepisy zachęcały też do udziału w szkoleniach na temat konkretnej choroby przewlekłej. W projekcie nowej ustawy nie ma ani słowa o roli nauczyciela w opiece nad dzieckiem przewlekle chorym, a przepisy są bardzo ogólnikowe. O doprecyzowanie przepisów apelował Rzecznik Praw Dziecka – Rozdział 4 projektu ustawy miał uregulować sprawowanie opieki nad uczniami przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi podczas pobytu w szkole, jednakże przepisy tego rozdziału są zbyt ogólnikowe i nie wskazują konkretnych działań – powiedział Marek Michalak.

Czytaj również: Pierwszy dzwonek z cukrzycą

Problem z pielęgniarkami

W nowej ustawie kwestia sprawowania opieki na dziećmi przewlekle chorymi została zredukowana do 5 ogólnikowych podpunktów i powierzona jedynie pielęgniarce lub higienistce szkolnej. Problem w tym, że pielęgniarek w szkołach brakuje. I mimo, że w każdej placówce musi być pielęgniarka przepisy nie określają jak często. W praktyce zdarza się, że pielęgniarka pojawia się w szkole np. raz w tygodniu. Jak wiadomo glikemię trzeba mierzyć kilka razy dziennie, podobnie z podawaniem insuliny. W przypadku ciężkiej hipoglikemii nieprzeszkolony nauczyciel nie będzie wiedział co robić. Pielęgniarek w ogóle w Polsce jest za mało i jest to problem o którym coraz głośniej się mówi, a sama praca w szkole nie jest postrzegana jako atrakcyjna. Na przykład w Małopolsce w szkołach pracuje 500 pielęgniarek, a według Tadeusza Wadasa, przewodniczącego Małopolskiej Rady Pielęgniarek i Położnych powinno ich być 800, czyli prawie dwa razy tyle.

Zmiany po proteście Pani Minister

Projekt nowej ustawy opublikowany 5 kwietnia 2018 r. przyniósł podwójne rozczarowanie ponieważ jego pierwotna wersja z września 2017 r. była bardzo korzystna z punktu widzenia rodziców dzieci przewlekle chorych i rozbudziła wiele nadziei. W projekcie z września znajdowały się m.in. zapisy dotyczące nauczycieli, którzy podczas nieobecności pielęgniarki mogliby podawać leki (pod warunkiem zgody rodzica), zobowiązywał on też dyrekcję szkoły do podjęcia działań, które zapewnią odpowiednią opiekę dzieciom przewlekle chorym. Mowa była o ścisłej współpracy pielęgniarki szkolnej, dyrektora, pracowników szkoły i rodziców, której celem miała być właściwa opieka nad dzieckiem przewlekle chorym. Niestety po proteście Minister Edukacji Anny Zalewskiej, projekt ustawy przyjął obecny kształt. Nie ma w nim ani słowa o roli nauczyciela czy dyrektora.

Mniej szkoleń?

– Projekt ustawy wytrąca narzędzia, którym dysponowały do tej pory stowarzyszenia cukrzycowe organizując szkolenia – mówi Irena Guszczyńska, sekretarz Towarzystwa Pomocy Dzieciom o Młodzieży z Cukrzycą, edukator diabetologiczny, która od wielu lat prowadzi szkolenia dla nauczycieli. – Nie wiadomo czy jeśli wejdzie ustawa, to się to zmieni. Chodzi też o to, że jeśli tylko pielęgniarka będzie mogła „obsługiwać” cukrzycę, to po pierwsze – pielęgniarek w szkołach nie ma. Po drugie trudno sobie wyobrazić, że w placówce, w której jest tysiąc uczniów, pielęgniarka będzie cały czas dostępna dla diabetyka, żeby zmierzyć cukier, podać bolus itd. – mówi Irena Guszczyńska.

– Zdecydowana większość szkoleń odbywała się dlatego, że taki był warunek formalny, a dyrektorom szkół w pierwszej kolejności zależy, żeby „w papierach” był porządek. Jeśli nie będzie wymogu formalnego to liczba szkoleń spadnie – mówi Małgorzata Marszałek z Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Czytaj również: Cukrzyca – sprawdzian dla… rodziców i nauczycieli

Co może rodzic?

Oczywiście można liczyć na empatię nauczycieli, ich dobrą wolę i zaangażowanie. Takich pedagogów nie brakuje, wiele przykładów pokazuje akcja Słodki Nauczyciel. Rodzice diabetyków piszą o nauczycielach bardzo zaangażowanych w opiekę nad dzieckiem. Pedagogach, którzy chcą się uczyć, którzy poświęcają swój prywatny czas, aby jak najwięcej dowiedzieć się o cukrzycy, którzy potrafią być nawet wsparciem dla rodzica, gdy cukry u dziecka szaleją, którzy sami wychodzą z inicjatywą i organizują różne akcje sprawiające, że dziecko się dobrze czuje w otoczeniu rówieśników. Pozytywnych przykładów jest wiele. Jednak w życiu różnie bywa. Jak, szczególnie w obliczu nowych przepisów, przekonać szkołę do właściwej opieki nad dzieckiem z cukrzycą?

Po pierwsze: nie straszyć!

Przede wszystkim zacznijmy od pozytywnego nastawienia. Jeśli nastawimy się negatywnie i z góry założymy, że nauczyciel nie chce pomóc, to pewnie tak się stanie. Warto przypomnieć sobie, jak sami zareagowaliśmy na diagnozę cukrzycy, ile wtedy wiedzieliśmy o chorobie, co nas przerażało, co sprawiało na początku trudność i czy faktycznie to, co wydaje się teraz oczywiste, takie było od początku. Spróbujmy wczuć się w rolę nauczyciela, który nagle styka się z nieznaną chorobą i zwyczajnie się boi, że nieumyślnie zrobi dziecku krzywdę. Ten jego strach można oswoić pokazując rozwiązania. W żadnym wypadku nie straszmy przewlekłymi powikłaniami cukrzycy czy hipoglikemią – skupmy się na konkretnych sytuacjach i podajmy nauczycielowi równie konkretne rozwiązania tej sytuacji.

Po drugie: konkrety

– Jeśli miałabym poradzić coś rodzicom, niezależnie od tego, jakie będą obowiązywały przepisy, to skupiałabym się na tym, że po pierwsze szkoła nie ma prawa nie przyjąć dziecka, a po drugie rodzic nie ma obowiązku siedzieć pod klasą, więc niech nawet nie sugeruje, że takie rozwiązanie istnieje – mówi Małgorzata Marszałek. – Po pierwsze to w żaden sposób nie zmobilizuje szkoły, żeby się czegokolwiek nauczyła, bo szkoła po roku nauki dziecka, nadal nie będzie nic wiedziała na temat obsługi cukrzycy. Po drugie, to może wpłynąć na sytuację dziecka w szkole, które w klasie zacznie być postrzegane jako to, które do szkoły chodzi z mamą, a to ma swoje konsekwencje. Dziecko gorzej integruje się z rówieśnikami, a w razie jakichkolwiek konfliktów z dziećmi typu „on zabrał mi gumkę”, idzie pożalić się mamie. Rówieśnicy zaczynają małego diabetyka traktować ostrożnie i to wcale nie dlatego, że ma cukrzycę. Jestem za tym, żeby na rozmowę ze szkołą przyjść z konkretnym planem – my rodzice przez 2-3 tygodnie będziemy Was intensywnie uczyć, a potem jesteśmy pod telefonem, ale nie przychodzimy osobiście, jedzenie zorganizujemy tak i tak, a zajęcia ruchowe tak i tak. Szkoła musi znać konkrety, czyli, że zawsze przed posiłkiem trzeba zmierzyć cukier i podać insulinę, że dziecko trzeba obserwować, a jeśli dziwnie wygląda, zgłasza złe samopoczucie, trzeba natychmiast zrobić pomiar cukru. Nauczyciel musi wiedzieć, co robić przy niedocukrzeniu, i że dziecko ma prawo zmierzyć cukier na lekcji – wymienia Małgorzata Marszałek.

Czytaj również: Ula Kowalska – nastoletnia piosenkarka z cukrzycą

Pomocne technologie

Nowe technologie z pewnością ułatwiają życie i warto z nich korzystać – pompy insulinowe, CGM-y, dostęp w czasie rzeczywistym do ich wyników za pomocą smartfona czy tabletu (system Nightscout) – pomagają minimalizować ryzyko ciężkich niedocukrzeń. Warto przy tym pamiętać, że to rodzic jest odpowiedzialny za tzw. decyzje terapeutyczne. – Nauczyciel nie ma prawa decydować, ile insuliny podać, może tylko kontrolować ustawienie prawidłowego bolusa – małe dziecko może nie rozróżnić 0,5 jednostki od 5,0, dlatego nauczyciel powinien to nadzorować – mówi Małgorzata Marszałek.

Czytaj również: Dymitr Prejzner – 11-letni gimnastyk sportowy z cukrzycą

„Pomarańczowe pudełko”

Nauczyciele najbardziej obawiają się niedocukrzeń i konieczności skorzystania z „pomarańczowego pudełka”. I tu niestety przepisy też nie są pomocne. Nieudzielenie pierwszej pomocy w przypadku zagrożenia życia lub utraty zdrowia jest karalne, niestety w zasadach udzielania pierwszej pomocy nie wymienia się podania glukagonu. Jeśli osoba jest nieprzytomna należy ją ułożyć w bezpiecznej pozycji i wezwać pogotowie. – Podanie glukagonu nie jest wymienione w czynnościach przedmedycznych – mówi Irena Guszczyńska – Dlatego czasem trudno przekonać do tego nauczycieli. Działa natomiast argument, że bezzasadne podanie glukagonu nie jest niebezpieczne. „Niech Państwo zobaczą, jeśli w tej chwili podałabym sobie glukagon nic się nie stanie – będę miała po prostu przez kilka godzin wysoki cukier” mówię nauczycielom na szkoleniach i to ich przekonuje – wyjaśnia Irena Guszczyńska.

Szkoła samodzielności

„Puszczenie” małego diabetyka do szkoły to ogromny stres dla rodzica, ale potraktujmy szkołę jako ćwiczenie samodzielności. W końcu nadejdzie dzień, w którym dziecko zostanie samo ze swoją cukrzycą. Im wcześniej przejmie cukrzycowe obowiązki, tym będzie bezpieczniejsze – Siedmioletnie dziecko jest za małe, żeby zrobić przy swojej cukrzycy wszystko, ale wystarczająco duże, by zrobić „coś” – mówi Małgorzata Marszałek. Nauczyciel nie zajmie się cukrzykiem tak idealnie jak rodzic, ale przy odrobinie dobrej woli z obu stron, da dziecku odpowiednie wsparcie. Ważne, żeby nauczyciele przekonać, że krzywdy nie zrobi, a może zwyczajnie, po ludzku bardzo pomóc.
– Nie należy szkoły straszyć, trzeba rozmawiać tylko o konkretach i pamiętać, że dla rozwoju dziecka konieczny jest kontakt z rówieśnikami, więc dziecko musi w tę szkołę wejść. Być może cukrzyca nie będzie tak idealnie ogarnięta jak pod opieką mamy, ale inne ważne w życiu kwestie jak nawiązywanie relacji społecznych, przygotowanie do samodzielnego życia, tak – podsumowuje Małgorzata Marszałek.

Nowy projekt ustawy
Sprawowanie opieki nad uczniami przewlekle chorymi i niepełnosprawnymi podczas pobytu w szkole
Art. 22. 1. Opieka nad uczniem przewlekle chorym lub niepełnosprawnym w szkole polega na:
1) planowej i systematycznej kontroli stanu zdrowia;
2) udzielaniu uczniowi i jego rodzicom albo innym opiekunom prawnym porad i zaleceń;
3) podawaniu leków lub nadzorowaniu ich samodzielnego zażywania, zgodnie z pisemnym zleceniem lekarza;
4) wykonywaniu lub nadzorowaniu samodzielnego wykonania niezbędnych czynności podczas pobytu w szkole;
5) rozpoznawaniu i podejmowaniu działań w sytuacjach nagłych wynikających z choroby przewlekłej lub niepełnosprawności.
2. Działania, o których mowa w ust. 1, są realizowane przez pielęgniarkę środowiska nauczania i wychowania albo higienistkę szkolną.

Ustawa wciąż obowiązująca

Postępowanie z uczniem przewlekle chorym (fragment)

Jeśli w szkole akurat nie ma pielęgniarki, a trzeba podać dziecku leki lub sprawdzić jego stan zdrowia, wówczas te czynności mogą wykonać: samo dziecko, rodzic, nauczyciel lub wychowawca.
Uwaga: pracownicy szkoły muszą otrzymać instrukcję postępowania od rodziców. Mogą też przejść szkolenie z opieki nad dzieckiem z daną chorobą przewlekłą.

Autor: Anna Michnikowska, redaktor naczelna miesięcznika Szugarfrik

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Nowa ustawa: Czy diabetykom będzie trudniej w szkole?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *