Najgorsze już za mną

Kiedy zorientowałaś się, że chorujesz na depresję?
Ania: Trudno mi powiedzieć, kiedy się to zaczęło, chyba kilka lat temu, jak zaczęłam studiować. Z roku na rok było gorzej. Na pewno cukrzyca miała duże znaczenie. Wszystko się wzajemnie nakręcało. Najpierw psuły się cukry, jakoś na początku studiów dałam sobie dużo luzu, stres też je podnosił. Potem poszła za tym złość, smutek, wręcz rozpacz i dół. Cukry były kiepskie (200 i wyżej, nawet dochodziły do 300), miałam dość. Nie chciało mi się o nie dbać, byłam zła na świat i siebie, że muszę dbać o cukrzycę, że muszę pamiętać o tym wszystkim, gdy inni na studiach cieszą się życiem, nie myślą o tym, że ciągle jest albo za wysoko cukrowo albo za nisko. Głupio mi było opowiadać ludziom o chorobie, nowym ludziom, których poznałam na studiach. Jak wychodziłam z nimi, nie mierzyłam cukru. Jak wracałam też nie, bo bałam się zobaczyć wynik na glukometrze. Drażniły mnie pytania mamy: „Jak tam cukry?”. Nie chciałam nic mówić, pokazywać. Cukry powodowały, że kiepsko się czułam fizycznie, byłam zmęczona, apatyczna, miałam trudności z koncentracją, byłam senna. Nie jadałam regularnie, były nawet takie momenty, że po całym dniu niejedzenia cukier był wysoki, a ja z głodu objadałam się tym, co było dostępne, albo łapałam się za batoniki. Przestałam wychodzić z domu, bo czułam się zmęczona, ludzie mnie denerwowali, nie miałam z tego przyjemności. Zaczęłam zawalać studia, bałam się chodzić na zajęcia, bo byłam ciągle zmęczona. Stwierdziłam: „Po co mi to?”. W końcu doszłam do wniosku, że nie ma powodu, dla którego warto się starać, i tak jestem beznadziejna, życie jest do niczego. W sumie to nic mnie nie czeka. Zapadłam w jakiś rodzaj odrętwienia, zawaliłam studia. Zdarzało mi się czasami myśleć o samobójstwie. Jednak jestem zbyt wielkim tchórzem, aby to zrobić. Te myśli wynikały z poczucia, że nie daję rady, byłam zła na siebie właśnie za to, że nie umiem, nie potrafię się zmobilizować, że się użalam. Ludzie też jakoś zaczęli się odsuwać, widząc mój nastrój. Zostało kilku starych przyjaciół, ale oni też już byli tym zmęczeni.

Jakie były pierwsze objawy depresji?
Ania: Apatia, zmęczenie, objadanie się, potwornie obniżony nastrój i brak chęci do życia. Sporo negatywnych myśli i w ogóle brak chęci do robienia czegokolwiek. Nie cieszyło mnie to co kiedyś, nawet nie miałam siły, by się zabrać za ulubione rzeczy.
Mama zauważyła, że siedzę w domu, leżę w łóżku i nic nie robię. Pytała, dlaczego nie chodzę na uczelnię. Chciała mi jakoś pomóc, ale mówiłam jej, że i tak nie zrozumie. Nie dałam jej szansy. Nie chciałam, by mi pomagano, bo dla mnie to nie miało sensu. Kilku przyjaciół widziało, że coś się dzieje, że nie wychodzę, nie dzwonię. Wyglądałam też niezbyt dobrze, taka zaniedbana. Uparli się, by mi pomóc, próbowali wyciągnąć, ale ja zawsze znajdowałam powody, by odmówić. Zawsze miałam argumenty, którymi niszczyłam ich dobre chęci. Nie chciałam się leczyć, nie widziałam w tym celu, nie myślałam o niczym dalej niż kilka godzin do przodu. Znajomi znaleźli mi psychologa, panią Magdę Chomkę. Teraz chciałabym jej bardzo podziękować za pomoc, wyciągnęła mnie z depresji, mimo że na początku nie byłam dla niej zbyt miła. Niesamowita osoba, ciepła i kompetentna, i ma cukrzycę, więc wie, o co w tym wszystkim chodzi. Znajomi umówili mnie na wizytę, tak bardzo prosili, żebym poszła, i stali nade mną, że w końcu się zgodziłam. Razem z moją mamą nalegali. Początki oporne, próbowałam udowodnić, że to nie ma sensu. Zwyczajnie tego sensu nie widziałam. Zaczęłam próbować, ale tylko po to, by udowodnić, że mi to nie pomoże. Nie chciałam leków i zdecydowałyśmy, że spróbujemy bez nich. W trakcie terapii bywało lepiej i gorzej, ale zaczęłam układać sobie to wszystko, co się wydarzyło w moim życiu, powoli zauważałam, co z czego wynika, i zobaczyłam, że poza pracą nad psychiką muszę poukładać poziom cukrów. Okazało się, że one mają ogromny wpływ na to, co czuję. Trzeba się było zająć cukrzycą. Byłam zszokowana, jak zorientowałam się, że gdy udaje się je wyrównać (o dziwo miałam na to wpływ), rozpacz, bezsens, beznadzieja maleją i widać światełko w tunelu. Oczywiście dużo mnie to kosztowało, ale przynajmniej widziałam sens. Leczenie jest procesem, nic nie dzieje się nagle i nie zmienia w minutę. Na początku było ciężko, potem łatwiej.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w związku z cukrzycą?
Ania: Najtrudniej było zaakceptować to, że miałam poczucie braku spontaniczności. Głupio mi było w towarzystwie wyjść zmierzyć cukier. Bałam się, co inni pomyślą. Ciężko było w trakcie wysiłku fizycznego, zawsze lubiłam siatkówkę i bieganie. Trudno było sobie poradzić ze spadkami cukru. Miałam wrażenie, że nie umiem tego kontrolować.

Buntowałaś się?
Ania: Jako dziecko uciekałam, kiedy mama chciała zrobić zastrzyk. Nie lubiłam kłucia palców, bardzo marudziłam. Z wiekiem bunt się zmieniał. Jak musiałam sama liczyć wymienniki, nie chciałam tego robić. Podawałam insulinę na oko. Buntem był też brak pomiarów i objadanie się.

Jakie zachowania wskazujące na depresję powinny zaniepokoić bliskich diabetyka?
Ania: Jeśli bliska nam osoba zachowuje się inaczej niż zwykle, to już powinno zaniepokoić. Jeśli przez dłuższy czas jest smutna, ciągle śpi albo mówi, że nie może spać. Jeśli nic nie robi, nawet tego, co ją kiedyś cieszyło. Można wtedy zapytać, czy możemy pomóc, jeśli trzeba to nawet siłą wyciągnąć do jakiejś aktywności, proponować coś, mimo sprzeciwu. Czasami trzeba być po prostu obok tej osoby. Nie mówić: „Weź się w garść!”, „Nie przejmuj się!”.

Jakie rady miałabś dla innych diabetyków, jeśli chodzi o codzienne radzenie sobie z cukrzycą?
Ania: Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, by każdego dnia robić coś, co sprawia choćby odrobinę radości, takie małe drobiazgi. Wtedy życie wydaje się trochę łatwiejsze i łatwiej radzić sobie z obowiązkami cukrzycowymi. Trzeba mierzyć poziom cukru, nie ma wyjścia. Ja się nauczyłam, że jak się nie chce, to czasami rezygnuję z jednego pomiaru, ale nie więcej. Wtedy przypominam sobie, jak się czułam, gdy miałam kiepskie cukry. To trwa przecież chwilę, nic nie tracę, mogę tylko zyskać. Trzeba stawiać czoła małym wyzwaniom, bo inaczej nie dowiemy się, czy nam się uda. Tak jak ja, bałam się grać w siatkówkę, biegać ze strachu przed hipo, ale przełamałam się. Testuję moją cukrzycę. Jakbym to kiedyś przeczytała, to pewnie bym nie uwierzyła. Przeszłam jednak swoją drogę, cały czas pracuję nad sobą, zauważam momenty, które mogą prowadzić do doła. Wierzę, że nie jestem beznadziejna, że dam radę z cukrzycą. Nie musi być idealnie, wystarczy, że jest dobrze. Przecież tak naprawdę to wiemy mniej więcej, ile i jak jemy i jak to wpływa na poziom cukru. Możemy przekonać się, jak działa wysiłek, to wszystko jest do zrobienia i nie jest dramatycznie trudne. Jak się to opanuje, to życie jest całkiem fajne.

Rozmawiała Anna Michnikowska

Dziękuję Pani Magdalenie Chomce i Pani Aleksandrze Kozieł za pomoc w skontaktowaniu się z bohaterką wywiadu.

*Imię na prośbę bohaterki zostało zmienione

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Najgorsze już za mną”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *