Mam, więc jestem

Wczoraj z K. rozmawiałyśmy o trudnych sytuacjach. O takich chwilach, kiedy dopada nas smutek, poczucie straty. O tym, jak trudno wtedy cieszyć się tym, co mamy. – Przecież na tym właśnie polega moc pozytywnego myślenia – zapewniała. – Nawet jeśli coś idzie nie tak, piętrzą się trudności, zawsze masz coś, czym możesz się cieszyć. Ja mam taką listę, pochwaliła się. Wyjęła z torebki małą karteczkę: „Mam córkę, mam męża, mam pracę, mam nowy samochód” – recytowała. Teraz pora na Ciebie. Zostałam sama i zaczęłam tworzyć własną „pozytywną listę”.
„Mam wygodne mieszkanie w ładnej dzielnicy.
Mam kulturalnych i życzliwych sąsiadów.
Mam przyjaciół.
Mam zdolne, bystre dzieci.
Mam męża, z którym dzielę codzienne obowiązki.
Mam zdrowe, wysportowane ciało.
Mam powodzenie u mężczyzn.”
Spojrzałam na zapisaną kartkę. Wszędzie to słowo „mam”. Nagle ogarnęły mnie wątpliwości. Do 14 listopada tego roku myślałam: „Mam zdrowe dziecko”, ale 15 listopada lekarz powiedział mi, że mój syn jest chory. Czy to znaczy, że słowo „mam” powinnam zastąpić „miewam”? Czy na mojej liście powinno być to, co można stracić z dnia na dzień? Czy tylko to, czego nie sposób nagle nie mieć, czego nikt i nic nie może mi zabrać? Przecież miewamy zdrowie, pieniądze, miewamy powodzenie u mężczyzn. Miewamy męża, który wspiera, miewamy kulturalnych, życzliwych sąsiadów. Czy ja to wszystko mam, czy tylko dostałam na krócej lub dłużej? Może lista powinna wyglądać nieco inaczej? – Nawet jeśli coś idzie nie tak, piętrzą się trudności, zawsze masz coś… – mówi K. Kim jestem bez „mam”? Strach chwyta mnie za gardło.
K. mnie nie słucha. Zmagając się z rozbrykanymi myślami, odpycha negatywne scenariusze. Patrzy na mnie, programując przyszłość z chwiejącą się wiarą, że wszystko zależy od niej.
Skreśliłam wszystkie mam. Kartka jest pusta. Póki co medycyna nie zna sposobu, by przywrócić mojego syna do pełni zdrowia, które „miał”.
By zagłuszyć ból, mogę pójść napić się wódki. Mogę pójść na zakupy. Albo do kosmetyczki. Mogę narzekać, jaka jestem pokrzywdzona. Znaleźć grupę wsparcia. Mogę za radą K. powiększyć moją listę o to, co jeszcze wydaje mi się, że mam. Ale nigdzie nie idę. Rozglądam się wokół siebie. Myślę o moim dziecku. Jestem smutna. Boję się. Tym razem nie odpycham negatywnych uczuć. Obserwuję. Jest dokładnie tak, jak ma być. Nie powiększam mojej listy. Zaczynam pisać nową.
K. boi się o mnie. Boi się depresji, którą dobrze zna. Nakazuje zintensyfikować pozytywne myślenie i w ramach autoterapii stale się uśmiechać i dopisywać kolejne „mam” do listy. – Pokaż, co dzisiaj napisałaś – rozkazała z przyklejonym uśmiechem.
Zaczęłam czytać:
„Mam wiarę, że znajdę dość siły, by być wsparciem dla mojego syna i dla tych, którzy mnie potrzebują.
Mam wybór, jak będę traktować to, co się wydarza, i jak będę żyć.
Mam miłość, którą chce się dzielić.
Mam cel, by przekazać moim dzieciom, co jest ważne, a co nieistotne.
Mam wdzięczność i zaufanie do życia.
Mam nadzieję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy.
Mam najważniejsze pytanie: Jak mogę pomóc?”
K. spojrzała na mnie. – Muszę iść – powiedziała. – Mam górę prasowania.

Anna Czarnecka,
dziennikarka i prezenterka telewizyjna, prowadziła „Autorski przegląd prasy” w programach: „Pytanie na śniadanie” i „Kawa czy herbata”. Obecnie współtworzy program „Zoom na miasto” w Polsacie. W ubiegłym roku u jej syna Olafa zdiagnozowano cukrzycę.

You may also like...

0 thoughts on “Mam, więc jestem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *