Tatuaż vs cukrzyca

Tatuaż, który jeszcze do niedawna kojarzył się negatywnie, od kilkunastu lat staje się coraz bardziej popularną metodą ozdabiania ciała. Czy diabetyk może sobie pozwolić na takie upiększenia?

Pierwsze tatuaże wykonywano już kilka tysięcy lat temu. Początkowo miały one znaczenie religijne i magiczne. Były też symbolem siły, wytrzymałości lub świadczyły o zmianie okresu życia, np. przejściu dziecka w okres dojrzałości. W niektórych plemionach tatuowano na ciele symbole, które miały chronić przed złymi duchami oraz przed chorobami, np. tatuaż na skroniach chronił przed bólami głowy. Mógł pełnić również rolę amuletu – wytatuowany skorpion miał zapobiec ukąszeniu przez niego. Tatuaż informował o przynależności do danego plemienia, służył także kategoryzowaniu członków społeczności, np. w kulturze rzymskiej miał charakter stygmatu – oznaczano nim przestępców i niewolników. Z kolei 

w Danii do tej pory istnieje tradycja tatuowania herbów rodowych.

Niewolnik czy złodziej?

Pod koniec VIII w. papież Hadrian I zakazał wykonywania tatuaży. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu tatuaż kojarzył się wyłącznie z przynależnością do organizacji przestępczej – z tatuaży słynie Yakuza, od japońskiej mafii przejęły tę tradycję gangi i grupy przestępcze. Znane są też tatuaże więzienne, które często niosą ze sobą konkretną informację, np. kropka wytatuowana między kciukiem a palcem wskazującym oznacza fach złodziejski. Tatuaże masową popularność zyskały kilkanaście lat temu i stały się modną metodą ozdabiana ciała. Z badań wynika, że na całym świecie tatuaż posiada od 5 do 8% osób. Co ciekawe, chętniej tatuują się kobiety!

Tatuaż dla jednych stanowi zwykłą ozdobę, dla innych jest sposobem wyrażenia swoich poglądów i zamiłowań. Niektórzy diabetycy za pośrednictwem tatuażu informują o chorobie. Począwszy od zwykłego napisu I’m diabetic aż po bardziej skomplikowane wzory, w których często powtarza się międzynarodowy symbol ratownictwa medycznego, także w zmodyfikowanej formie, np. wąż Eskulapa – symbol medyków – owinięty wokół strzykawki. Czy jednak tatuaż to dobry pomysł w przypadku osoby chorej na cukrzycę?

Możliwe powikłania

Środowisko diabetologów jest w tej kwestii podzielone, niektórzy nie widzą przeciwwskazań, pod warunkiem że cukrzyca jest wyrównana, część zdecydowanie odradza wykonanie tatuażu. Bez względu na opinie lekarzy diabetycy (czasem wbrew, a niekiedy za zgodą lub nawet bez konsultacji z lekarzem prowadzącym) tatuują swoje ciało. A jakich powikłań powinni się obawiać?

Tatuaż polega na wprowadzeniu barwnika pod skórę za pomocą igły. Rana po wykonaniu tatuażu u osoby zdrowej goi się około miesiąca. U diabetyka proces ten może być utrudniony z powodu występujących w cukrzycy powikłań. Zaburzenia krążenia pojawiające się u diabetyków, powodują wolniejszy przepływ krwi, a tym samym do tkanek dostaje się mniej tlenu oraz czynników przyspieszających gojenie ran. Ponadto gorsze gojenie się tatuażu może wpłynąć na jego jakość – istnieje ryzyko powstania blizn i ubytków, a wtedy efekt końcowy znacznie odbiega od oczekiwanego, a rysunek zamiast zdobić, szpeci. Warto pamiętać, że gojenie się rany po tatuażu w dużej mierze zależy od sposobu jego wykonania i umiejętności tatuatora. Dlatego istotne jest, gdzie wykonuje się zabieg. W renomowanych studiach ceny małego tatuażu zaczynają się od 150 zł.

Problemem mogą być też infekcje, ponieważ źle kontrolowana cukrzyca sprzyja powstawaniu zakażeń w ranie.

Dr n. med. Grażyna Kamińska-Winciorek, specjalista dermatolog-wenerolog: – Uważam, że wykonywanie takich zabiegów u osób chorujących na cukrzycę jest raczej niewskazane. Dlaczego? Ponieważ wiąże się z możliwością wystąpienia obrzęku i reakcji zapalnej, a upośledzenie gojenia u diabetyków może sprzyjać sączeniu, przedłużającemu się stanowi zapalnemu skóry i zwiększonej częstości zakażeń – bakteryjnych, wirusowych, a nawet grzybiczych. Niepokojącym powikłaniem jest również możliwość powstawania ziarniaków (twardych grudek pod skórą) po wprowadzeniu barwnika, co również może częściej dotyczyć osób chorujących na cukrzycę.

Cukier skacze

Wykonanie tatuażu jest, co tu ukrywać, zabiegiem bolesnym, może powodować stres, a co za tym idzie – zmiany poziomu glukozy we krwi. W trakcie zabiegu może podnieść się stężenie endorfin – hormonów szczęścia, które obniżają glikemię. Jeśli zatem osoba chora na cukrzycę zdecyduje się na tatuaż, warto, żeby w trakcie zabiegu miała pod ręką coś słodkiego na wypadek hipoglikemii.

Kolejnym zagrożeniem (i dotyczy ono nie tylko diabetyków) jest możliwość zarażenia się wirusem HIV, żółtaczką lub inną chorobą. – Wykonanie tatuażu zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem zakażenia wirusem ze względu na stosowanie niesterylnych narzędzi lub wykorzystywanie wielokrotnie tego samego sprzętu. Zależy to oczywiście od studia, w którym zdecydujemy się zrobić tatuaż – mówi dr Dorota Charemska, endokrynolog.

Renomowane salony zazwyczaj mają odpowiedni sprzęt, ale prawda jest taka, że w świetle polskiego prawa studio tatuażu nie ma obowiązku posiadania choćby autoklawu, czyli urządzenia do sterylizacji.

Decydując się na tatuaż, trzeba się liczyć z możliwością wystąpienia alergii. Można co prawda wykonać próbę polegającą na wprowadzeniu niewielkiej ilości barwnika pod skórę w niewidocznym miejscu, ale brak reakcji wcale nie gwarantuje, że alergia nie wystąpi już po wykonaniu całego rysunku. Powierzchnia tatuażu jest bowiem wielokrotnie większa niż próba i organizm może zareagować inaczej. Uczulać mogą też same igły, którymi wykonuje się tatuaż.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Dotychczas nie opracowano idealnej metody usuwania tatuażu. Pytanie brzmi, czy to, co nam się podoba dziś, będzie się podobało w wieku 80. lat? Teoretycznie alternatywą są tatuaże biologiczne, które utrzymują się kilka lat, ale ryzyko wystąpienia powikłań jest podobne. Różnica polega na tym, że barwnik jest wprowadzony bardzo płytko, a organizm traktuje go jako ciało obce i systematycznie wypycha, aż do całkowitego usunięcia.

Tatuaż zamiast glukometru

Tatuaż, który współcześnie wykonuje się w celu ozdabiania ciała, ma szansę wrócić do swych pierwotnych, terapeutyczno-medycznych korzeni. Od kilku lat naukowcy pracują bowiem nad stworzeniem tatuażu, który zastąpiłby glukometr informujący o zmianie poziomu cukru. Amerykańscy badacze z firmy Microsoft i Draper Laboratories przypadkowo uzyskali barwnik, który reaguje na cząsteczki glukozy. Obecnie prowadzą badania nad tatuażem, który zmieniałby kolor w zależności od stężenia glukozy we krwi – przy prawidłowym poziomie tatuaż przybierałby pomarańczowy kolor, przy podwyższonym żółty, a przy obniżonym – czerwono-fioletowy. Inny pomysł również zrodził się w Ameryce. Naukowcy z Massachusetts pracują nad tatuażem z tuszu zawierającego mikroskopijne cząsteczki fluorescencyjne. Wstrzyknięty pod skórę barwnik pod wpływem światła słonecznego emituje promieniowanie podczerwone. Monitor wielkości zegarka wyłapuje je i za pośrednictwem diody informuje o stężeniu glukozy wokół cząsteczek.

Badania potrwają jeszcze kilka lat, ale już teraz jedna z firm wykorzystała popularność tatuażu. Amerykańska (a jakże!) firma DiBon Systems oferuje zmywalne tatuaże dla dzieci, które zawierają informację o tym, że maluch ma cukrzycę. Naklejany tatuaż ma zastąpić popularne bransoletki, o których najmłodsi łatwo zapominają. Koszt jest niewielki – 5 dolarów.

Autor: Anna Michnikowska

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Tatuaż vs cukrzyca”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *