Frik poleca w maju!

„Niech żyje Nam. Historia mistrza”, Julia Hamera, Wydawnictwo Czarne

Imię Hai po wietnamsku oznacza „morze”, jednak Polacy wypowiadając je z błędną intonacją, zmieniali jego znaczenie na „śmierdzący”. Z tego powodu Hai Bui Ngoc trener sztuk walki postanowił przybrać nowe imię – wybrał popularne w Wietnamie imię Nam. Dlaczego? Ponieważ często słyszał naszych rodaków śpiewających „Sto lat […] niech żyje, żyje nam!” i przez jakiś czas zachodził w głowę – kim jest ten sławny Nam, o którym tak często śpiewają Polacy?

Historię tę słyszałam na długo przed tym, zanim wydano książkę, ponieważ mój mąż od kilkunastu lat uczy się chińskich sztuk walki (wushu) w szkole Nama.
Na publikację czekałam z niecierpliwością. Lubię biografie, a życie Nama mogłoby się złożyć na kilka, a nie jedną książkę. Nam urodził się w tym samym roku, w którym wybuchła Wojna Wietnamska – tak, tak – właśnie ta, o której tak chętnie kręcą filmy Amerykanie… tylko że Nam pochodził z Północnego Wietnamu, czyli był z tych „złych” – po drugiej stronie walczyli Amerykanie u boku Wietnamczyków z Południa. Na Północny Wietnam Amerykanie zrzucali bomby, ale też w ramach propagandy kolorowe ulotki – które Nam chował niczym największy skarby (mimo, że groziły za to ze strony komunistycznych władz surowe kary). Skrajna bieda, ojciec tyran – tak wyglądało dzieciństwo Nama. Przygody i kłopoty, w które się pakował, doprowadziły go do szkoły wushu, do której został „zesłany” za złe zachowanie w wieku 8 lat. Nie była to zwykła szkoła – ale pranie mózgu – uczniowie celowo niedożywiani, byli poddawani morderczym treningom, a w przerwie „pakowano” im w głowę komunistyczną propagandę. Na kilkumiesięcznych obozach treningowych doprowadzano ich do skrajnego wycieńczenia fizycznego i psychicznego. Nam na początku nienawidził wushu. To mnie bardzo zaskoczyło. Miałam bowiem okazję oglądać kilkakrotnie pokazy wushu Nama i jego uczniów – to była wirtuozeria ruchu, artystyczny przekaz. Jak coś tak pięknego mógł stworzyć ktoś, kogo tajników wushu uczyli sadyści? Jaką trzeba mieć siłę w sobie, by z tak okrutnego doświadczenia stworzyć coś tak odmiennego?
Nam w końcu ląduje w Polsce – lata 70. i 80. dla nas Polaków to głęboka komuna – ocet na półkach – dla niego to świat tych kolorowych ulotek zrzucanym przez Amerykanów. Dziwi się np. dlaczego nikt nie poluje na kaczki pływające w parku – w Wietnamie, w którym codziennym jego celem było znaleźć, upolować lub ukraść coś do jedzenia, żeby przetrwać, kaczki nie przeżyłyby ani minuty. W książce widać zderzenie dwóch kultur: wietnamskiej i polskiej, a nawet szerzej azjatyckiej i europejskiej – uświadamia to jak głębokie różnice są między ludźmi nie dlatego, że mają inny kolor skóry, budowę czy język – ale przez wzgląd na kulturę, w której się wychowali – historia Nama bardzo plastycznie to pokazuje…
Czytając zauważyłam, że mnie ten Nam z książki chwilami denerwuje, ale potem uświadamiałam sobie, że dlatego, że pewnych zachowań nie jestem w stanie zrozumieć. Co ciekawe Nam sam się w pewnym momencie od swojej kultury odcina, zaczyna patrzeć na Wietnam po europejsku – dzieje się to w książce stopniowo.
Znajomi mówią o nim, że jest bananem – biały w środku, żółty na zewnątrz. (am)
OCENA: 5/5

Rani”, Jean Van Hamme, Alcante, Francis Valles

Po siedmiu latach od premiery doczekaliśmy się tłumaczenia kolejnego dzieła mistrza komiksowego scenariusza, czyli Jeana Van Hamme’a, twórcy m.in. Thorgala i Largo Wincha. Autor serwuje nam tym razem opowieść łotrzykowską osadzoną w XVIII-wieczej Francji, z mocną kobiecą bohaterką. Komiks trzyma poziom, nawet pomimo nieco przewidywalnej fabuły i nieco topornej szaty graficznej. Polecam! (ło)
OCENA: 4/5

Nasz autor – bajkopisarzem!

Łukasz Olszacki – wieloletni autor scenariuszy komiksu o Szugar Friku i kreator jego przygód, a także autor recenzji, które co miesiąc możecie przeczytać w „Zastrzyku kultury”, został laureatem konkursu literackiego im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży. Książka do księgarni trafi 17 października.
Łukasz Olszacki zajął II miejsce w kategorii książka dla dzieci do lat 6 – pierwszego miejsca nie przyznano w ogóle, więc śmiało można powiedzieć, że jego dzieło okazało się najlepsze w swojej kategorii! Na konkurs organizowany od 10 lat przez Fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom” zgłoszono 390 prac.

To debiut książkowy autora. Jak to się stało, że bajka w ogóle powstała? Nie omieszkaliśmy skorzystać z naszych kontaktów i zapytaliśmy o to samego autora:

  • Książkę dla dzieci napisałem w ramach odreagowania trzech lat studiów scenariopisarskich na łódzkiej filmówce, gdzie siłą rzeczy podejmowałem nieco „poważniejsze” tematy. Był to także pewnego rodzaju eksperyment, ponieważ właściwie po raz pierwszy zająłem się tego rodzaju konwencją. Chciałem sprawdzić z czym się je, to całe pisanie dla dzieci. Eksperyment okazał się udany. Po pierwsze dlatego, że samo pisanie było niezwykłą przyjemnością, co – mam nadzieję – czuje się podczas czytania. Po drugie, oczywiście, z powodu nagrody, czyli wydania bajki w formie książkowej. Będzie to mój debiut wydawniczy, więc radość jest ogromna – mówi Łukasz Olszacki.

O czym jest książka? Wiele mówi sam tytuł, to „Bajka o tym, jak błędny rycerz nie uratował królewny, a smok przeszedł na wegetarianizm”. Jeszcze więcej mówi oczywiście samodzielna lektura – ja powiem tyle – miałam przyjemność czytać tę bajkę mojemu synowi – no cóż – pokładaliśmy się ze śmiechu. Książka łamie wszelkie konwenanse i stereotypy – zarówno literackie jak i pozaliterackie. Jest przezabawna i jakkolwiek źle to nie zabrzmi dla najmłodszych: „edukacyjna”. Na szczęście walor wychowawczy jest podany w tak oryginalnym sosie, że nawet największy niejadek przełknie go bez trudu, nie zauważając nawet, że został właśnie wyedukowany. Książkę polecamy i oczywiście serdecznie gratulujemy Łukaszowi. (am)
OCENA: 15/5

Iggy Pop, „Post Pop Depression”

Iggy Pop wraca do swoich garażowych korzeni. Udana, rockowa płyta oparta na mocnych liniach basowych, głębokim wokalu i ciekawych rozwiązaniach aranżacyjnych, w dodatku naznaczona piętnem współautora, czyli Josha Homme’a z Queen of the Stone Age. Ciężko też, przynajmniej symbolicznie, nie połączyć wydania tego albumu z pożegnalną płytą Dawida Bowie, prywatnie przyjaciela i wielokrotnego współpracownika Iggy Popa. (ło)
OCENA: 5/5

Julia Marcell, „Proxy”

Aż trudno uwierzyć, że „Proxy” to pierwsza polskojęzyczna płyta Julii Marcell. Naprawdę, szkoda było takiego talentu pisarskiego na ten banalny język angielski używany w trzech ostatnich albumach. Tekstowo jest fantastycznie, muzycznie równie dobrze. Marcell zaczęła nagrywać nieco bardziej melodyjne i przystępne utwory, co moim zdaniem wyszło repertuarowi na dobre. Jednym słowem, rewelacja. Gorąco polecam! (ło)
OCENA: 5/5

Batman vs. Superman”, reż. Zack Snyder

Chociaż nie jestem fanem kina o superbohaterach, to naprawdę lubię postać Batmana. Dlatego postanowiłem dać filmowi „Batman vs Superman” spory kredyt zaufania. Pomimo dziwnego przeczucia wzmacnianego miażdżącymi recenzjami napływającymi zza oceanu, nawet pomimo obsadzenia Bena Afflecka w ikonicznej roli… Naprawdę chciałem, żeby ten film był udany, naprawdę nie chciałem się nad nim wytrząsać… Dlatego powiem tylko, że gra Bena Afflecka to naprawdę pozytywne zaskoczenie. Reszta jest milczeniem. (ło)
OCENA 2/5

Artur Domosławski „Wykluczeni”

Artur Domosławski chyba się nie obrazi, gdy nazwę go kontynuatorem pracy Ryszarda Kapuścińskiego. Stosuje metodę swojego mentora – opisując świat ignoruje typowo polską optykę, w poszukiwaniu tematów wyjeżdża w zakątki zapomniane przez europejską opinię publiczną. Najnowsza książka to zbiór świetnie napisanych reportaży, które łączy tytułowe wykluczenie. Pozycja dla wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się jak wygląda świat leżący poza granicami tzw. „cywilizacji zachodu”. (ło)
OCENA: 5/5

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Frik poleca w maju!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *