Najczęstsze błędy w cukrzycy

Po diagnozie cukrzycy typu 1, w okresie oswajania się z chorobą, każdy popełnia wiele błędów. I choć nie da się całkiem przed nimi uchronić, to warto dzielić się doświadczeniem, dając sobie jednocześnie prawo do słabości i popełniania własnych błędów.

Oto niektóre z błędów popełnianych najczęściej tuż po diagnozie, po wyjściu ze szpitala:

Dieta szpitalna w domu

W szpitalu, po usłyszeniu diagnozy, rodzice i sam diabetyk czują się najbezpieczniej. Na oddziale diabetologicznym pomoc jest na wyciągnięcie ręki. Opiekunowie z lękiem myślą o dniu, w którym trzeba będzie zmierzyć się z pozaszpitalną rzeczywistością. Radość z powrotu do domu miesza się z wieloma obawami. Zdarza się, że po wyjściu ze szpitala rodzice uparcie starają się odtworzyć szpitalne menu. Posiłki wyglądają wtedy podobnie, a ich wartości odżywcze są niemal identyczne z tymi szpitalnymi. Przez pewien czas to się nawet sprawdza. Daje złudne poczucie bezpieczeństwa, ale dziecko jest nieszczęśliwe. Bardziej rzuca mu się w oczy, jak zmieniło się jego życie. Rodzice nie serwują już pyszności, a czasem nawet ograniczają jedzenie. Jedzenie i przygotowywanie posiłków przestaje być przyjemnością. Cieszą jedynie wyrównane glikemie, ale za plecami czai się strach, że „cukier wywali w kosmos”. To męczy i bardzo obniża samopoczucie.

Zakaz jedzenia słodyczy

Zdarza się również, że rodzice całkowicie eliminują z jadłospisu dziecka słodycze. Czasem nawet jeszcze ze szpitala dzwonią i zlecają pozostałym domownikom pozbycie się z domowej szafki cukru i wszelkich słodkości. Tak, jakby to cukier był sprawcą całego zła, które ich spotkało. Często same dzieci wychodzą ze szpitala z przekonaniem, że już nigdy nie będą jeść słodyczy. I o ile ich nadmiar jest rzeczywiście szkodliwy i to nie tylko dla diabetyka, ale dla każdego zdrowego człowieka, to od czasu do czasu warto pozwolić sobie na odrobinę przyjemności. Dziecko jest tylko dzieckiem i jeśli opiekun zabroni mu jeść do tej pory ulubione smakołyki, diabetyk szybko sam znajdzie do nich drogę. A rodzic nawet nie będzie wiedział skąd takie wysokie cukry. Dobrze jest zachować umiar w z zakazach, bo nieprawdą jest, że diabetyk nie może jeść czekolady, lizaków czy batoników. W końcu znając wartości odżywcze produktu, bez problemu można go przeliczyć i dobrać odpowiednią dawkę insuliny.

Czytaj również: Jak zaakceptować cukrzycę?

Lęk przed podawaniem nocnych korekt

Gdy rodzina wychodzi ze szpitala, wie jaką „moc” ma insulina, a tym samym, jakie obosieczne narzędzie mają w rękach. W dzień jest łatwiej. Najgorsze są noce. Wtedy pojawia się największy lęk. Rodzice boją się podawać korekty. Dlaczego? Bo obawiają się, że np. nie usłyszą budzika nastawionego po to, by sprawdzić, jak zadziałała korekta. Boją się hipoglikemii. W efekcie dziecko w nocy ma podwyższone cukry. Zwykle z czasem, nabierają odwagi i pewności siebie. Wiedzą, jak bezpiecznie dawkować insulinę w nocy i robią to.

Podporządkowanie ilości jedzenia odgórnie ustalonym wymiennikom

Dzieci rosną, zmieniają się ich kulinarne gusta i zapotrzebowanie na różne składniki. Trzeba za tym podążać. Na początku opiekunom trudno temu sprostać. Zdarza się, że aby dopasować do posiłku konkretną liczbę gramów chleba, rodzice odcinają skórki, by gramatura się zgadzała. Jest to stresujące i wywołuje napięcie. Po jakimś czasie rodzice sami dochodzą do wniosku, że te 3 g w jedną, czy w drugą stronę nie zrobi różnicy.

Zbyt częste sprawdzanie glikemii dziecka

Rodzic chciałby jak najlepiej prowadzić cukrzycę dziecka. Najchętniej, co chwila mierzyłby cukier. Obecnie dzięki monitoringowi jest to możliwe. Niestety nie każdego stać na zakup np. nierefundowanego FreeStyle Libre. Gdy poziom cukru mierzony jest za pomocą glukometru rodzice często go nadużywają.

Czytaj także: Samokontrola u dziecka i nastolatka

Odłożenie swoich potrzeb na dalszy plan

Często rodzice tak skupiają się na cukrzycy dziecka, że zaniedbują siebie. Gdy cukrzyca zawładnie życiem, przestaje ono cieszyć. Opiekun skoncentrowany na tym, by glikemie dziecka były idealne, każdy zbyt wysoki lub zbyt niski cukier odbiera jako własną porażkę. Wtedy łatwo o zniechęcenie i załamanie. Dziecko to widzi i czuje się winne. Sytuacja się zapętla. Dlatego tak ważne w tym czasie jest wsparcie bliskich, zaufanego diabetologa, innych rodzin, które ten etap mają za sobą lub psychologa, który pomoże stanąć na nogi.

Wartościowanie glikemii

Dziecko słysząc ciągle „O, masz dobry cukier!” lub „Ojej! Znowu zły” czuje się za to odpowiedzialne. Gdy cukier jest „zły” wini siebie, bo chciałoby zadowolić rodzica. Wystarczy zamienić słowo „dobry” na „w normie” lub „w zakresie”, a „zły” na „niski” lub „wysoki”.

Czytaj również: Do diabła z tą cukrzycą!

Remisja: cudowne uzdrowienie

Rodzice w czasie remisji u dziecka często słyszą od babć, dziadków lub znajomych, że ich dziecko z pewnością wyzdrowiało, że już „mu przeszło”. Sami też chcieliby w to wierzyć. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Remisja się skończy, a zapotrzebowanie na insulinę wzrośnie – lepiej się nie łudzić, bo tym gorsze będzie rozczarowanie.

Utrzymywanie remisji za wszelką cenę

W trakcie remisji niektórym zdarza się wprowadzanie bardzo rygorystycznej diety, nakładanie różnych ograniczeń, które dziecku trudno zaakceptować. W wyniku takiego postępowania diabetyk nie dość, że jest głodny, to i nieszczęśliwy.
xxx

Dbając o zdrowie pociech, o ich sprawność fizyczną, o jak najlepsze odżywianie pozwólcie im czasem zjeść to, o czym marzą. Choćby był to niezdrowy hamburger lub chipsy. Wiadomo, że zakazany owoc smakuje lepiej. Jeśli w Waszych rodzinach, na co dzień je się zdrowo, nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu zje dziecko trochę chipsów lub Kinder jajko. Dzięki temu nie będzie czuło się inne niż jego rówieśnicy. Będzie szczęśliwe. Nie martwcie się, że chipsy na stałe wpiszą się do Waszej diety. Przecież nie pozwolicie na to. Z doświadczenia matki nastolatki z 9-letnim stażem cukrzycowym wiem, że każdy popełnia błędy. Po latach stają się tylko wspomnieniem lub rodzinną anegdotą. Pozwólmy sobie na nie, ale wyciągajmy z nich wnioski. Dla nas, rodziców przede wszystkim liczy się dobro dzieci. Dlatego pozwólmy naszym dzieciom być dziećmi, a nie tylko diabetykami, a sobie dajmy prawo do słabości.

Sami o sobie, czyli doświadczenie diabetyków

Dorota Prysak, mama 16-letniego Mikołaja (cukrzyca typu 1 od 6 roku życia) i 10-letniego Piotra (cukrzyca typu 1 od 2 roku życia)

Najgorzej wspominam czas sprzed ośmiu lat, wówczas moja dwójka dzieci już miała cukrzycę. Nocne podawanie korekty, jeszcze bez kalkulatora bolusa. Po pół godzinie zrywałam się nieprzytomna i przerażona sprawdzając, ile podałam któremu – jeden miał 2 lata, a drugi 8. Liczyłam dziecku śniadanie wieczorem, żeby rano mogło normalnie wyjść do szkoły, a zmianę wkłucia robiłam krok po kroku , tak żeby tylko czegoś nie pomylić . Edukatorzy diabetologiczni powinny kierować „świeżych” rodziców np. na internetowe fora, gdzie można otrzymać pomoc innych rodziców. Miałam mnóstwo pytań o różnych porach dnia, najczęściej w nocy, na które metodą prób i błędów musiałam sama sobie odpowiedzieć.

 

 

Marta Kostarzewska, mama 11-letniej Marysi (cukrzyca typu 1 od 15 miesiąca życia)

15-miesięczne dziecko. To był szok! Po 3 tygodnia w szpitalu bałam się wracać do domu, bo wiedziałam, że będę z tym wszystkim sama. Pomiary co 2 godziny, bo to maleństwo. Przy pierwszym samodzielnie wykonanym pomiarze cukru (bez męża) trzęsły mi się ręce. Starałam się, aby córka jadła to, co w szpitalu, podobne jedzenie, podobne ilości. Moje gotowanie było tak zdrowe, że aż okropne w smaku. Wtedy usiadłam z książką „Liczymy kalorie” i przeliczałam. Ściana w kuchni obklejona była żółtymi karteczkami z informacją, co ma ile WW i WBT. Było mi ciężko szczególnie w nocy ze względu na dużą liczbę pomiarów. W dzień funkcjonowaliśmy już normalnie. Edukowałam innych, ale gdy od jednej z mam po moim wywodzie, usłyszałam pytanie, czy córka już wyzdrowiała, stwierdziłam, że to bez sensu. Drugie „przebudzenie” to pierwsze wyjście do kolegi. Dzieci świetnie się bawiły, a my nagrywałyśmy ich tańce. Zorientowałam się, że na moim filmie co chwilę padało pytanie: „Dobrze się czujesz?”. Teraz córa ćwiczy na WF-ie, pływa, tańczy – próbuje wszystkiego.

 

Izabela Kuźma-Lisiecka,

mama Maksa lat 7,5 (cukrzyca typu 1 od 3 lat)

Największym błędem było dostosowanie posiłku i insuliny do określonej liczby WW, np. na śniadanie 2 WW, na obiad 3 WW. Na szczęście szybko nauczyliśmy się, że to posiłek należy dostosować do potrzeb i chęci syna i dopiero do tego obliczyć dawkę insuliny.

 

 

 

Julita Wach, mama Kornela lat 6 (cukrzyca typu 1 od maja 2017 r.) Bałam się podawać korektę w nocy – ciągle myślałam: „Zaraz nocna się uaktywni i zrobi porządek”. No i syn całą noc, co 2 godziny miał badany cukier, a na „liczniku” często było ponad 280 mg/dL. Posiłki też były tak wyliczane, żeby maksymalnie dać 2 j. insuliny i trudno było mi się przełamać, żeby pozwolić mu więcej zjeść i zwiększyć na to dawkę insuliny. Na tym pewnie nie koniec moich błędów. Człowiek całe życie się uczy, a i tak popełnia błędy. Nie trzeba się ich bać, tylko wiedzieć, jak je naprawić.

Autor: Monika Godlewska, psycholog

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Najczęstsze błędy w cukrzycy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *