Dziewczyna z make-upu


Klementyna Porazińska-Roguska jest charakteryzatorką. Pracowała w teatrze, przy filmach, programach telewizyjnych i reklamach. Jak sama przyznaje, do zawodu, który stał się jej wielką pasją trafiła przypadkiem

„Szugarfrikowi” opowiada o plusach i minusach tego zawodu z punktu widzenia osoby z cukrzycą, o zabawnych zakulisowych sytuacjach, ale też o tym, jakie trendy w makijażu obowiązują w tym sezonie karnawałowym i o czym powinna pamiętać diabetyczka nakładając makijaż.

Kim tak naprawdę jesteś z zawodu? Charakteryzatorką, makijażystką, stylistką…?
Klementyna Porazińska-Roguska: Jestem charakteryzatorką – skończyłam szkołę charakteryzacji filmowej i teatralnej. Niestety, często mówi się na charakteryzatorki – „makijażystki”, a to tak, jakby na operatora powiedzieć „kamerzysta”. Czasem mówi się o nas „wizażystki” – ale tak naprawdę wizażystka, to dziewczyna, która skończyła kurs samego makijażu. Charakteryzatorka bardzo często oprócz makijażu, stylizuje również włosy, wykonuje efekty specjalne, bądź makijaże, które już nie są zwykłym makijażem tylko charakteryzacją i polegają np. na zmianie rysów twarzy, postarzeniu itp. W Teatrze Narodowym charakteryzowałam aktorkę na Indiankę – to już wykracza poza zwykły makijaż. W teatrze czy na planie filmowym nikt nie powie „makijażystka”, „wizażystka”, zawsze jest: „pion charakteryzatorski”. Przy reklamach i tego typu zleceniach raczej mówi się na nas: „dziewczyny z make-upu”.

Jakie są plusy i minusy Twojego zawodu?
K.P-R: W tym zawodzie jest bardzo dużo zleceń, od teatrów, przez telewizje, film, po firmy korporacyjne. Oprócz tego wykonuję makijaże ślubne, które uwielbiam chyba najbardziej. Dzień ślubu to jest jeden z najważniejszych i najszczęśliwszych dni w życiu kobiety, a serce mi rośnie, kiedy przyczyniam się choć troszkę do tego, że czują się piękne, wzruszone i szczęśliwe. Zresztą najfajniejsze w tym zawodzie jest to, że każde zlecenie, jest całkiem inne, czasem pracuje się z zupełnie inną ekipą, a czasami spotykasz znajomych. Teatr, telewizja, reklama – każda z nich to inny charakter pracy. Są inne zwyczaje. Czasami pracujesz w ogromnej ekipie i na początku nie możesz się połapać, kto jest od czego, a czasami pracujesz w kameralnej grupie i po kilku dniach jesteście już jak rodzina.

Czy cukrzyca przeszkadza w wykonywaniu zawodu charakteryzatorki?
K.P.-R.: Nie widzę przeciwwskazań do pracy w tym zawodzie. Jeśli naprawdę lubisz to, co robisz, to zawsze znajdziesz rozwiązanie, żeby coś zjeść w tak zwanym „międzyczasie” i zmierzyć cukier. Wiadomo, że jest to zwariowany zawód. Często dzień pracy trwa kilkanaście godzin. Na pewno trochę spokojniej jest w teatrze… ale nie da się tak wszystkiego skonkretyzować, bo każdy dzień pracy jest inny i nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć, co się wydarzy. W pracy bardzo pomaga mi sensor, dzięki któremu nie muszę kłuć palców. Jest to ogromny komfort, jeśli chodzi o czas, higienę i reakcję osoby malowanej. Przyznam, że zawsze starałam się załatwiać takie rzeczy na uboczu, choć nie zawsze się udawało – na planie często ekipa lubi przesiadywać w u nas, bo w pomieszczeniu, w którym aktorzy są przebierani i malowani, jest zawsze ciepło (śmiech). Na szczęście nigdy nie spotkałam się z przykrym komentarzem. Chyba po prostu obawiałam się, że taka sytuacja może zaistnieć. Z sensorem w ogóle nie ma takiego problemu. Często ludzie z zaciekawieniem pytają, dlaczego to „coś” pika, gdy przykładam do ramienia. Wtedy się śmieję, że jestem cyborgiem, a potem oczywiście tłumaczę, co i jak.

W którym z miejsc najlepiej Ci się pracowało?
K.P.-R.: Nie jestem w stanie powiedzieć, bo każde z tych miejsc to zupełnie inny charakter pracy. Teatr – z jednej strony znasz dokładne godziny pracy, zespół jest ten sam, często przez długi czas taki sam repertuar, ale musisz być przygotowana na to, że jak się spektakl zacznie, to choćby się paliło i waliło, trzeba doprowadzić go do końca. Przy filmie, serialu czy reklamie, wiesz na którą jedziesz do pracy, ale bardzo często nie wiesz, o której z niej wyjdziesz, bo może być dużo dubli, bo trzeba poczekać na słońce albo na chmury, bo sprzęt nawala itd. – różne rzeczy mogą się zdarzyć.

Jak to się stało, że wybrałaś ten zawód?
K.P.-R.: Do szkoły charakteryzacji poszłam zupełnie przez przypadek. Chciałam dostać się na Akademię Sztuk Pięknych (ASP), ale się nie udało. Rozmawiałam z rodzicami, że może wybiorę jakąś inną szkołę, ale w zasadzie nie wiedziałam jaką. W końcu w jakimś folderze rodzice znaleźli szkołę charakteryzacji. Nawet o tym nie pomyślałam, ale idea bardzo mi się spodobała. Poszłam na rozmowę rekrutacyjną i się dostałam. Gdy ją skończyłam, los posłał mnie na wymarzoną ASP… i żałuję. To było moje niespełnione marzenie, a rzeczywistość przyniosła mi tylko rozczarowanie. A tu proszę – szkoła, która miała być tylko „zapchajdziurą” okazała się pasją, dała mi możliwość zarabiania na życie i te frajdę, że kocham to, co robię i jeszcze mam z tego pieniądze.

Twój zawód pewnie czasem wymaga improwizacji. Czy pamiętasz jakąś sytuację, która Cię szczególnie zaskoczyła?
K.P.-R.: Najwięcej zabawnych sytuacji było w Teatrze Roma, bo też taki charakter tego miejsca. Mnóstwo wesołych, utalentowanych ludzi w jednym miejscu, którzy widzą się w zasadzie codziennie. Gdyby nic się nie działo, to byłoby nudno (śmiech). Najbardziej w pamięć zapadła mi jedna historia. Podczas spektaklu „Upiór w operze” trzeba było bardzo szybko przebrać i „przemalować” aktora za kulisami. Mieliśmy na to tylko dwie minuty. Przez ten czas trzeba mu było zmienić kostium i perukę, a ja miałam zrobić mu makijaż à la rokoko, czyli cała twarz pomalowana na biało, a policzki na różowo. Próbowałyśmy z dziewczynami różnych sposobów, zanim wypracowałyśmy szybką i prawie idealną technikę. Któregoś dnia spokojnie schodzę sobie za scenę i czekam (charakteryzatornia była dwa pietra wyżej). W końcu aktor wpada ze sceny za kulisy – czas zacząć akcję „przebiórka”, a ja patrzę… „O matko! Wzięłam nie tę kosmetyczkę”. W życiu tak szybko nie biegłam i nie pokonałam w sumie 4 pięter… ale udało się! Zdążyłam! Po całej akcji nie dość, że nie mogłam złapać oddechu, to jeszcze, chyba trochę ze stresu, nie mogłam przestać się śmiać. Do tej pory wspominamy tę akcję!

Zbliża się Sylwester i karnawał. Jakie w tym roku obowiązują trendy w makijażu? W jakie kosmetyki się wyposażyć, by być modną? W co zainwestować?
K.P.-R.: W tym roku, jeśli chodzi o trendy karnawałowe, to stawiałabym na klasykę imprezową: brokaty, cienie z drobinkami, rozświetlacz, mieniące się błyszczyki. Jeśli decydujemy się na smokey eyes – to usta mogą być błyszczące, nawet w kolorze, ale delikatnym! Bo co za dużo, to niezdrowo! Jeśli lubimy czerwone usta, to można też dać błysk na powiece, ale już w stonowanych – cielistych, beżowych, jasnobrązowych – odcieniach.
W tym roku na bank postawiałabym na rozświetlacze! Można je nakładać na policzki, nad ustami, na czubek nosa, na powieki. Pasuje zarówno do letniej stylizacji – uzyskamy wtedy efekt „muśnięcia słońcem”, jak i do zimowej – à la śnieżynka. Można go użyć zarówno do lekkiego, codziennego makijażu, jak i do mocnego, wieczorowego. Warto w niego zainwestować, bo nawet jak już karnawał minie, rozświetlacz nie pójdzie w odstawkę. Poza tym w sezonie zimowym 2017/2018 modne są mocne kolory. Polecam! Do odważnych świat należy, szczególnie w okresie kiedy niesie nas impreza. Trzeba tylko bardzo uważać, żeby dobrze dopasować kolorowy makijaż do stroju – żeby wyglądać karnawałowo, a nie haloweenowo (śmiech).

W jakie kosmetyki się wyposażyć?
K.P.-R.: Na pewno rozświetlacz, który pięknie nam wykończy makijaż i jest wielofunkcyjny. Na rynku dostępne są rozświetlacze zarówno w kamieniu, w pudrze, jak i w kremie – ten ostatni jest bardzo modny. Polecałabym wyposażyć się w podstawowe kolory cieni: od jasnego beżu, przez brązy po czerń,. Będą one stanowiły naszą bazę pod makijaż bardziej szalony – z dużą ilością błysku, brokatu, drobinek, a gdy karnawał się skończy, będziemy mogły ich używać na co dzień! Tutaj też mamy duże pole do popisu. Firmy kosmetyczne oferują pełen wachlarz kolorystyczny, nie mówiąc już o formie cieni: prasowane, w pyłkach. Często kobietom wydaje się, że świecidełka na twarzy wyglądają kiczowato, ale da się to wszystko tak połączyć, żeby wyglądało elegancko i z klasą. Polecam również eyeliner – stanowi piękne wykończenie makijażu, szczególnie ciemnego, wieczorowego. No i tutaj też nie będzie to tylko karnawałowa fanaberia, ponieważ możemy go używać go do makijażu codziennego robiąc cieniutką linię zaraz przy linii rzęs, żeby je troszkę zagęścić i podkreślić kształt oka.
Zachęcam też do zakupu sztucznych rzęs lub kępek. Może nie na co dzień, ale na imprezę karnawałową na pewno! Można je teraz kupić w każdym niemal sklepie. Często paniom sztuczne rzęsy kojarzą się z nienaturalnymi firanami, które są tak ciężkie, że nie można otworzyć oka. A tu niespodzianka! Jest teraz tak ogromny wybór, że bez problemu znajdziemy rzęsy bardzo naturalne, które np. tylko zagęszczą nasze własne lub troszeczkę przedłużą, a efekt będzie oszałamiający. I przyznam z doświadczenia, że sobie samej łatwiej założyć sztuczne rzęsy niż kępki.
No i ostatnia kwestia – usta. Na pewno zainwestowałabym w klasyczną czerwień. Często, gdy nie mam siły się malować, kładę na powiekę cielisty cień, tuszuję rzęsy i maluję usta czerwoną szminką. Jak to się mówi: czerwona szminka robi robotę (śmiech). W kosmetyczce powinien się też znaleźć cielisty wpadający w róż błyszczyk z drobinkami. Jeśli wyposażymy się w te dwa klasyczne kosmetyki do ust, to bez względu na to, jak mamy umalowane oko, zawsze jeden z nich będzie pasować – zarówno na mega imprezę, jak i na co dzień.

Jak diabetyczka powinna dbać o swoją skórę?
K.P.-R.: Sama choruję od trzeciego roku życia na cukrzycę. To już 27 lat! I przyznaję, że ma to wpływ na moją skórę. Jest mocno wysuszona. Dlatego wszystkie kosmetyki, jakich używam do twarzy są nawilżające. Kiedyś nie zwracałam na to uwagi, ale im jestem starsza, tym bardziej o to dbam. Zamiast mydła, używam nawilżającej pianki do mycia twarzy, później nakładam emulsję nawilżającą, czekam aż się wchłonie – a trwa to dosłownie momencik i na to nakładam krem. Noszę też dość lekki makijaż i zazwyczaj nakładam sam podkład – nie pudruję już twarzy. Mam to szczęście, że skóra mi się nie świeci, więc nie ma takiej potrzeby. Dobrze też używać lżejszych podkładów, które nie zatykają całkiem porów. I bardzo istotna rzecz! Musicie dziewczyny zawsze pamiętać o demakijażu, umyciu twarzy i nakremowaniu jej przed snem! Przez cukrzycę jesteśmy narażone na różne podrażnienia, zakażenia skóry i higiena jest bardzo ważna! Szczególnie oczy! Poza tym po nocy przespanej w makijażu człowiek budzi się ze spuchniętymi oczami i rzęsy są narażone dużo bardziej na kruszenie się. Jeśli chodzi o narzędzia… to rzecz gustu, ja nakładam podkład palcami, bo tak jest mi najwygodniej. Mam kilka pędzelków do bronzera, różu/rozświetlacza i ze trzy do cieni. Nie trzeba prać ich po każdym malowaniu, ale pamiętajcie, że dobrze byłoby je przeprać raz w tygodniu.
Mówi się, że im mniej pachnące kosmetyki, tym zdrowsze, ale ja nie potrafię zrezygnować z zapachu! Ważny też jest dobry krem do twarzy – ale dobry, a nie drogi! Można też w kosmetyki wyposażyć się w aptece, gdzie znajdziemy specjalne linie dla diabetyków.

Rozmawiała:
Anna Michnikowska

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Dziewczyna z make-upu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Szugarfrik cukrzyca

Cukrzyca – słowo budzące niepokój nawet u tych, którzy nie mieli z nią bezpośredniej styczności. To choroba, która dotyka prawie 3 miliony Polaków z czego część nawet nie wie, że choruje. Jak z nią walczyć? Czy prowadzenie dotychczasowego życia z cukrzycą jest możliwe? I w końcu – jaka dieta jest wskazana dla wszystkich, którzy muszą zmagać się z chorobą?

Na wszystkie te pytania jest odpowiedź i znajdziesz ją właśnie u nas! Stworzyliśmy portal oraz magazyn, które są prawdziwymi kompendiami wiedzy nie tylko dla diabetyków (zarówno tych którzy chorują na najbardziej powszechną cukrzycę typu 2, typu 1, jak i dla tych z innymi typami) , ale również ich rodzin, lekarzy, edukatorów oraz wszystkich innych osób, które chcą znaleźć wartościowe informacje w sprawdzonym miejscu!

Szugarfrik – wiedza i nie tylko
Naszą misją jest przede wszystkim przekazywanie wiedzy dotyczącej choroby, jaką jest cukrzyca, jej objawów i powikłań, sposobów radzenia sobie z nią i nie tylko. Pokazujemy najlepsze diety, wskazujemy najnowsze osiągnięcia medycyny i dostarczamy świeże aktualności, które z pewnością zainteresują wszystkich diabetyków.

Jednak wiedza to nie wszystko – zadbamy również o dobry humor każdego kto odwiedzi naszą stronę albo otworzy magazyn, opowiemy historie innych diabetyków – zarówno tych znanych, jak i zupełne zwyczajnych, a także porozmawiamy o sporcie czy kulturze. Oczywiście ważnym miejscem w naszym magazynie jest rubryka, której tematyką jest dieta osób zmagających się z cukrzycą – dzięki niej dowiecie się jak przygotowywać dania, które będą nie tylko zdrowe, ale też smaczne. Jednym słowem – wszystko w jednym miejscu!

Na stronie znajdziesz nie tylko nowinki, ale również cofniesz się do informacji sprzed jakiegoś czasu – wszystko dzięki naszemu bogatemu archiwum!

Dlaczego warto nas czytać?
Przede wszystkim z powodu naszej dużej wiedzy oraz chęci przekazywania wyłącznie sprawdzonych i w stu procentach wartościowych informacji. Jesteśmy pozytywnymi ludźmi i dlatego chcemy zaszczepiać w Czytelnikach pozytywną energię, jednocześnie informując o tym, co ważne. Posiadamy wiele lat doświadczenia w tej dziedzinie, cukrzyca nie ma przed nami tajemnic i jesteśmy przekonani, że nie jest końcem świata – o tym chcemy przekonywać diabetyków na każdym kroku.

Bo cukrzyca jest chorobą, z którą można spokojnie żyć ciesząc się pełnią życia, mimo że odpowiednia dieta jest ważnym elementem leczenia (w cukrzycy typu 2) i samokontroli. Wystarczy ją poznać, znaleźć własne sposoby na radzenie sobie z ograniczeniami, jakie narzuca i nie myśleć o cukrzycy jako o czymś, co zakłóca codzienność.