Diabulimia. Historia Ady

Ada*,
ma 24 lata, na cukrzycę typu 1
zachorowała w wieku 18 lat. Swoją historią postanowiła podzielić się z „Szugarfrikiem”.

 

U mnie zaczęło się ok. pół roku po diagnozie. Po rozpoczęciu leczenia kilogramy utracone przed rozpoznaniem szybko wracały, więc postanowiłam się wziąć za siebie. Zmieniłam dietę, zaczęłam chodzić na siłownię, chudłam i… cukrzyca zaczęła mi przeszkadzać. Hipoglikemie zmuszały mnie do dodatkowych przekąsek, które sprawiały, że przekraczałam ustalony limit kalorii. Drażniło mnie też, że musiałam mierzyć cukier kilka razy dziennie, również w czasie treningów, więc coraz rzadziej sprawdzałam glikemię. Poziomy były różne, wolałam nie wiedzieć, jaki mam w danym momencie, bo w przypadku hiper- musiałabym wziąć korektę, a rzadko udawało mi się obliczyć odpowiednią dawkę – to dodatkowo zniechęcało. Nie chciałam hipoglikemii, więc wolałam w ogóle nie brać insuliny. Z czasem zauważyłam, że pomijanie iniekcji i wysokie poziomy cukru, do których stopniowo przyzwyczajał się mój organizm, powodują szybszy spadek wagi, więc specjalnie je utrzymywałam. Przestałam chodzić na siłownię, jadłam co chciałam i chociaż chudłam obawiałam się, że przytyję. Wtedy zaczęłam prowokować wymioty. Nie mogąc opanować apetytu prowokowałam je codziennie. Z czasem zaczęłam stosować także środki przeczyszczające. Ważyłam się codziennie po kilka razy. Podczas jednej z wizyt lekarz rodzinny skierował mnie do szpitala w związku z objawami kwasicy ketonowej, o której tak naprawdę wtedy pierwszy raz usłyszałam. W szpitalu zaproponowano mi rozmowę z psychologiem, na co niechętnie zgodziłam się. Po opuszczeniu oddziału jeszcze kilkukrotnie się z nim spotykałam. Próbowałam regularnie kontrolować poziom cukru i przyjmować insulinę, ale nie trwało to długo. Niestabilne glikemie mnie demotywowały, a przyrost wagi był dla mnie nie do zaakceptowania. Znów nieregularnie mierzyłam cukier, insulinę podawałam „na oko” i z czasem znów przestałam to robić. Mój ówczesny diabetolog ograniczał wizyty do sprawdzania dzienniczka (który swoją drogą uzupełniałam przed gabinetem wpisując wymyślone poziomy) i wypisywania recept, więc mogłam robić, co chcę. Nikt tego nie kontrolował. Moi rodzice widzieli, że coś się dzieje, ale moja złość, która pojawiała się za każdym razem, gdy poruszali temat, skutecznie ich zniechęcała do drążenia go. Ciągłe wyrzuty sumienia związane z jedzeniem sprawiały, że stale zmniejszałam limit kalorii na dzień. Kiedy je przekraczałam (a zdarzało się to codziennie, bo w pewnym momencie limit wynosił 300 kcal na dobę) prowokowałam wymioty po każdym posiłku i przyjmowałam kilkukrotnie większe dawki środków przeczyszczających niż zalecane w ulotce. Zrezygnowałam z pomocy psychologa i żyłam dalej swoim smutnym życiem, które kręciło się wokół wagi. Potem przeprowadziłam się do innego miasta, gdzie znalazłam nowego diabetologa, który skierował mnie na oddział, na badania kontrolne. Zaburzenia elektrolitowe, kwasica ketonowa, wysoka hemoglobina od razu dały lekarzom do myślenia. Wtedy pierwszy raz szczerze przyznałam się do swoich zaburzeń odżywiania. Konsultacja psychiatryczna i późniejsze leczenie miały pomóc mi wrócić na dobre tory. Przez ok. 3 lata pozornie współpracowałam z diabetologiem, po czym trafiłam do szpitala z ostrą kwasicą, BMI wskazującym na wygłodzenie i hemoglobiną glikowaną wynoszącą ponad 17%. Kolejny raz zaczęłam spotykać się z psychologiem, psychiatra włączył leczenie farmakologiczne. Trochę trwało zanim się przełamałam i zaczęłam znów brać insulinę. Przychodziło mi to z trudem, tak jak i pomiary. Najgorzej znosiłam przyrost wagi, który negatywnie wpływał na moje psychiczne samopoczucie. Po pewnym czasie wróciłam do normalnej (mieszczącej się w granicach normy) masy ciała i staram się tego trzymać. Dalej mam problem z regularną samokontrolą i przyjmowaniem insuliny, ale w czasie tych kilku burzliwych lat zrozumiałam, że brak leczenia nie sprawi, że cukrzyca zniknie z mojego życia, a co najwyżej może sprawić, że umrę zupełnie bezsensowną śmiercią. Wciąż też borykam się z zaburzeniami odżywiania, które zabrały mi część życia. Gdybym mogła cofnąć czas zrezygnowałabym z takiego odchudzania, z niezdrowej pogoni za idealną sylwetką. Zaburzenia odżywiania niszczą relacje, marzenia, czynią człowieka jeszcze bardziej nieszczęśliwym. Utrata wagi nie cieszy, a w głowie pojawia się pytanie „czemu tylko tyle schudłaś?!”. Każdy wzrost wagi wywołuje rozpacz, poczucie winy, beznadziejności i myśli samobójcze. Dziś wiem, że kilka kilogramów mniej nie jest tego warte.
Wysłuchała Monika Godlewska

 

*Imię bohaterki tekstu zostało na jej prośbę zmienione

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Diabulimia. Historia Ady”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Szugarfrik cukrzyca

Cukrzyca – słowo budzące niepokój nawet u tych, którzy nie mieli z nią bezpośredniej styczności. To choroba, która dotyka prawie 3 miliony Polaków z czego część nawet nie wie, że choruje. Jak z nią walczyć? Czy prowadzenie dotychczasowego życia z cukrzycą jest możliwe? I w końcu – jaka dieta jest wskazana dla wszystkich, którzy muszą zmagać się z chorobą?

Na wszystkie te pytania jest odpowiedź i znajdziesz ją właśnie u nas! Stworzyliśmy portal oraz magazyn, które są prawdziwymi kompendiami wiedzy nie tylko dla diabetyków (zarówno tych którzy chorują na najbardziej powszechną cukrzycę typu 2, typu 1, jak i dla tych z innymi typami) , ale również ich rodzin, lekarzy, edukatorów oraz wszystkich innych osób, które chcą znaleźć wartościowe informacje w sprawdzonym miejscu!

Szugarfrik – wiedza i nie tylko
Naszą misją jest przede wszystkim przekazywanie wiedzy dotyczącej choroby, jaką jest cukrzyca, jej objawów i powikłań, sposobów radzenia sobie z nią i nie tylko. Pokazujemy najlepsze diety, wskazujemy najnowsze osiągnięcia medycyny i dostarczamy świeże aktualności, które z pewnością zainteresują wszystkich diabetyków.

Jednak wiedza to nie wszystko – zadbamy również o dobry humor każdego kto odwiedzi naszą stronę albo otworzy magazyn, opowiemy historie innych diabetyków – zarówno tych znanych, jak i zupełne zwyczajnych, a także porozmawiamy o sporcie czy kulturze. Oczywiście ważnym miejscem w naszym magazynie jest rubryka, której tematyką jest dieta osób zmagających się z cukrzycą – dzięki niej dowiecie się jak przygotowywać dania, które będą nie tylko zdrowe, ale też smaczne. Jednym słowem – wszystko w jednym miejscu!

Na stronie znajdziesz nie tylko nowinki, ale również cofniesz się do informacji sprzed jakiegoś czasu – wszystko dzięki naszemu bogatemu archiwum!

Dlaczego warto nas czytać?
Przede wszystkim z powodu naszej dużej wiedzy oraz chęci przekazywania wyłącznie sprawdzonych i w stu procentach wartościowych informacji. Jesteśmy pozytywnymi ludźmi i dlatego chcemy zaszczepiać w Czytelnikach pozytywną energię, jednocześnie informując o tym, co ważne. Posiadamy wiele lat doświadczenia w tej dziedzinie, cukrzyca nie ma przed nami tajemnic i jesteśmy przekonani, że nie jest końcem świata – o tym chcemy przekonywać diabetyków na każdym kroku.

Bo cukrzyca jest chorobą, z którą można spokojnie żyć ciesząc się pełnią życia, mimo że odpowiednia dieta jest ważnym elementem leczenia (w cukrzycy typu 2) i samokontroli. Wystarczy ją poznać, znaleźć własne sposoby na radzenie sobie z ograniczeniami, jakie narzuca i nie myśleć o cukrzycy jako o czymś, co zakłóca codzienność.