Do diabła z tą cukrzycą!

Cukrzyca wymaga dobrej organizacji, ciągłej samodyscypliny i nieustannej samokontroli. Lata starań o „dobre” cukry, męczą. Gdy choroba zaczyna wymykać się spod kontroli może pojawić się syndrom wypalenia terapeutycznego (diabetic bournout). Dotyczyć może on zarówna samego diabetyka, jak i jego bliskich np. rodziców dziecka z cukrzycą

O wypaleniu zawodowym słyszał zapewne każdy, ale coraz częściej mówi się o nim w kontekście długotrwałego zmęczenia w terapii choroby przewlekłej np. cukrzycy. Towarzyszy ona diabetykowi i jego rodzinie na każdym kroku. Cukrzyca absorbuje uwagę i siły 24 godziny na dobę. To męczy. Chory traci zapał do leczenia, bo nie widzi perspektyw, a terapia w jego oczach przestaje mieć sens. Zaczyna zaniedbywać samokontrolę, nie mierzy odpowiednio często glikemii, przestaje regularnie podawać insulinę, nie planuje posiłków, nie stosuje przeliczników i bez umiaru spożywa to, co do tej pory było zakazane.Dlaczego to robi? Czuje się emocjonalnie wyczerpany. Mogą u niego wystąpić objawy takie jak: bóle głowy, bezsenność i drażliwość. Zdarza się, że ma negatywny stosunek do otoczenia, zwłaszcza do osób, które powinno się wspierać i udzielać im pomocy. Nie wierzy w siebie i w to, że kiedykolwiek osiągnie sukces.

Wypalenia a depresja
Wypalenie łatwo pomylić z depresją – choć może ona mu towarzyszyć, nie dzieje się tak zawsze. Depresja to choroba, która dotyka wszystkich sfer życia. W przypadku wypalenia terapeutycznego w cukrzycy dotyczy zazwyczaj tylko choroby i jej leczenia.
Kogo może dotknąć syndrom wypalenia terapeutycznego w cukrzycy? Niestety każdego diabetyka niezależnie od wieku i typu cukrzycy. Z badań przeprowadzonych w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych i Diabetologii II Wydziału Lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym na zespół wypalenia terapeutycznego narażonych jest okresowo ok. 40% diabetyków.
Niestety „wypalenie cukrzycowe” dotyczy nie tylko samych chorych, ale też często ich opiekunów. Narażeni na nie są zwłaszcza rodzice dzieci chorujących na cukrzycę typu 1 – którzy przez lata trwają „na posterunku” w najwyższym stopniu gotowości. Często z tego powodu zaniedbują siebie i swoje potrzeby, stawiając na pierwszym miejscu dobro dziecka.
Faktem jest, że z wypaleniem terapeutycznym można sobie poradzić. Syndrom może mieć różny stopień nasilenia, nie zawsze najwyższy, najbardziej skrajny. Niektórzy diabetycy doświadczają go nadal mając cukrzycę pod kontrolą, badają się w miarę regularnie i osiągają nie najgorsze wyniki w leczeniu. Jednak mimo to czują się emocjonalnie wyczerpani, ogólnie przemęczeni i sfrustrowani.
Nie można zapomnieć, że wypalenie to niestety uboczny efekt życia z ciężką, przewlekłą chorobą, jaką właśnie jest cukrzyca. Jeśli diabetyk przez lata miał niemal idealne wyniki i najbardziej cieszyło go zadowolenie innych: partnera, rodziców/opiekunów lub lekarza, a potem przyszedł taki czas, że chorobę niezwykle ciężko okiełznać, może dojść do wypalenia. Mimo starań, wkładanego wysiłku walka o wyrównane cukry nie udaje się. Chory nie chce przyznać się do „porażki” przed tymi, dla których tak walczył. Tak to wygląda w jego oczach. Wstydzi się tego. czuje jakby przegrał z cukrzycą. Jest zniechęcony i nie widzi sensu dalszego starania się. Choroba staje się ciężarem, który trudno udźwignąć. Dlatego diabetyk stara się o niej nie myśleć. skupia się na czym innym, tak by odwrócić swoją uwagę od choroby. Z czasem wpada w „błędne koło”: ciężkie wieczory, trudne poranki i wstyd, by poprosić o pomoc. Dlatego w tym momencie tak ważne jest wspierające otoczenie: bliscy, którzy wyciągną pomocną dłoń, lekarz, który okaże zrozumienie i powie, że to naturalne, że ma prawo tak się czuć. Jeżeli diabetyk nie może liczyć na lekarza prowadzącego, może powinien go zmienić. Poszukać takiego, któremu spróbuje zaufać. Warto popytać wśród znajomych – być może ktoś sam przeszedł okres wypalenia terapeutycznego i będzie potrafił polecić godnego zaufania lekarza, który pomógł wyjść z trudnej sytuacji.
Najtrudniejszy jest pierwszy krok, czyli nazwanie i przyznanie się do problemu. Dlatego to takie trudne, bo jest równoznaczne z przyznaniem się do swojej słabości przed sobą i otoczeniem, a także poproszeniem o pomoc. Wiąże się to również z pozwoleniem sobie na bycie wypalonym, zmęczonym, wykończonym tymi wszystkimi staraniami i wewnętrznym przymusem zadowalania innych. Ten etap to zburzenie solidnego muru, którym otaczał się diabetyk, bądź rodzic małego cukrzyka. Takie świadome pozwolenie sobie na odczuwanie wypalenia oznacza, że chory pogodził się z tym stanem. Teraz może stopniowo, od nowa zacząć stawiać czoła wyzwaniu, jakim jest samokontrola cukrzycy. Tym razem już bez zbędnego napięcia i presji, z poszanowaniem swoich praw do szczęścia, ale i do popełniania błędów. W końcu każdy ma prawo mieć dość swojej choroby i życia pod jej dyktando. Teraz może rozpocząć nowy etap, choć wcale nie będzie to łatwe. Nie tak od razu z bycia wykończonym cukrzycą można stać się zmotywowanym do ponownego stawienia jej czoła.

Grunt to dobry plan!
Jeżeli diabetyk nie korzystał ze wsparcia psychologa, może powinien spróbować. Razem stworzą plan działania, który pozwoli przejść przez wypalenie z sukcesem. Jeśli diabetyk nie ma możliwości skorzystania z konsultacji psychologicznej, może sam stworzyć taki plan. Na początek niech wyznaczy sobie niewielkie, ale konkretne i przede wszystkim osiągalne cele np. w zakresie regularnego spożywania zbilansowanych posiłków lub ćwiczeń sportowych. W tym wytyczaniu celów najważniejsze jest zminimalizowanie presji, która to przecież przyczyniła się wypalenia. Poza tym krótkoterminowe, osiągalne cele poprawią samopoczucie, dadzą satysfakcję, a tym samym siłę do walki o lepsze życie. Diabetyk może np. wybrać, co w najbliższym czasie zrobi dla swego zdrowia, bez presji i wielkiej mobilizacji: „We wtorki i czwartki będę chodził(a) na długie spacery.” lub „W poniedziałek i we środę pojadę na basen/siłownię.” Realizacji tych drobnych celów, które mogą stać się zdrowym nawykiem, towarzyszyć będzie poczucie przyjemności i satysfakcja z wykonanego planu. Jeśli chodzi o dążenie do określonych wartości glikemii, na początek lepiej nie wyznaczać sobie zbyt wyśrubowanych wyników, ale takie, które będąc bezpieczne dla organizmu, nie wywrą zbyt silnej presji – będą osiągalne dla kogoś, kto przez dłuższy czas odpuszczał samokontrolę. Zbyt restrykcyjne dążenie do idealnych glikemii w tym wypadku nie pomoże, wręcz sprawi, że zrobimy krok do tyłu. Plan ma być prosty, tak by stopniowo, bez napięcia wdrażać nowe zdrowe nawyki.

Klara,
17 lat (choruje na cukrzycę typu 1 od 10 lat)
Nauczka u diabetologa
U mnie bunt pojawił się, gdy miałam ok. 12‒13 lat. To był czas, gdy „pilnowanie”choroby rodzice przerzucili już na mnie. Zachorowałam w 2007 r. mając niecałe 7 lat. Teraz mam 17. Moje wypalenie polegało na tym, że przez jakiś czas „olewałam” chorobę, nie chciałam o niej myśleć. Jadłam, co chciałam i kiedy chciałam. Z trudem godziłam się z tym, że w domu rodzice mnie pilnowali, ale nie chciałam, by dowiedzieli się, jak jest naprawdę. Wtedy zaczęłam chodzić do gimnazjum, w szkole spędzałam ok. 7 godzin i w tym czasie dwa razy powinnam podawać insulinę. Oczywiście tego nie robiłam, glukometru też praktycznie nie używałam. W tym czasie na świat przyszła moja siostra. Rodzice byli nią bardzo zajęci. Myśleli, że jestem na tyle odpowiedzialna, że mogę sama się pilnować i nie sprawdzali moich pomiarów w glukometrze. Mama raz na jakiś czas przeglądała mój zeszyt. A tam oczywiście były powymyślane wyniki. Wszystko wydało się na wizycie u diabetologa, gdy hemoglobina nie zgadzała się z moimi notatkami i lekarz sprawdził glukometr. Miałam nauczkę, od tamtej pory pilnuję się. Wiadomo – są lepsze i gorsze dni, ale nawet podczas tych słabszych, wykonuję pomiar minimum trzy razy w ciągu dnia.

Jola,
34 lata (choruje na cukrzycę typu 1 od 3 lat)
Lepszy byłby rak
Przechodziłam przez wypalenie. To był bunt, zadawałam sobie pytania: „Dlaczego właśnie ja? Lepszy byłby rak – byłaby szansa, że da się to wyleczyć.” Wtedy miałam właśnie takie myśli. Cukier mierzyłam tylko przy skaleczeniu nogi albo jak już był już powyżej 300. Czy ktoś mi pomógł? Tak, paradoksalnie śmierć mojego kuzyna też chorującego na cukrzycę typu 1. Bardzo zaniedbał swoją chorobę i już nie podniósł się z tego…To mnie otrzeźwiło, stwierdziłam, że nie mam wyjścia i muszę dbać o siebie, o cukry. Bywa ciężko, nawet bardzo, ale nie poddam się tak łatwo.

Kasia,
37 lat (cukrzyca typu 1 od 26 lat)
Wakacje od cukrzycy
Wypalenie terapeutyczne? Kiedyś myślałam, że to termin, który mnie nie dotyczy. Jestem świadoma choroby i jej konsekwencji A jednak… Po wielu latach z cukrzycą typu 1, gdy urodziła się druga córka coś we mnie pękło. Wzmożona samokontrola przez ostatnie miesiące, bardzo skrzętne wyliczanie WW i WBT, ciągłe pomiary glikemii, dostosowanie całego życia do cukrzycy sprawiło, że miałam dość. Najzwyczajniej w świecie chciałam zrobić sobie wakacje od cukrzycy. Zaczęło się od pomijania pomiarów w ciągu dnia (pod pretekstem braku czasu), potem coraz częściej zauważałam, że ostatnio cukier mierzyłam np. tydzień temu. Trwało to jakiś czas… Początkowo udawało mi się podawać insulinę „na oko”, wyczuwałam wysokie i niskie cukry. Ale z każdym tygodniem było gorzej. Z hiper- wpadałam w hipo-, musiałam dojadać, a w efekcie znowu podać korektę. I tak w kółko.
Moje otoczenie przyzwyczajone, do tego, że zawsze jestem samodzielna i samowystarczalna w zakresie cukrzycy, nie zwróciło uwagi na to, co się dzieje. Myślę, że nawet gdyby wiedzieli, to i tak nic by to nie dało, bo dlaczego miałby mi doradzać ktoś kto nie ma pojęcia o moich zmartwieniach? Ktoś kto nie ma cukrzycy tak bardzo dość jak ja? Nie afiszowałam się z problemem, nie prosiłam o pomoc. Na ewentualne pytania: „Jak cukry?” zawsze odpowiadałam, że jest dobrze. Trwało to ok. pół roku. Coraz częściej nie byłam w stanie w 100% wypełniać swoich obowiązków. Zawsze punktualna i zdyscyplinowana, zaczęłam spóźniać się w różne miejsca z powodu złego samopoczucia. Nie miałam ani siły, ani chęci, by bawić się z dziećmi, chciałam tylko spać. Dotarło do mnie, że czas to zmienić, że czas skończyć te „wakacje”. Oczywiście nie było to takie proste, bo cukrzyca porządnie się rozregulowała, a złe wyniki na glukometrze nie zachęcały do kolejnych pomiarów. Początkowo postawiłam sobie za cel mierzyć minimum rano i wieczorem. Po chwili zauważyłam, że zależy mi, żeby wieczorem zobaczyć dobry wynik, a żeby to osiągnąć trzeba było zmierzyć cukier przed kolacją. Z czasem pomiarów wykonywałam coraz więcej, zaczynałam wracać do życia. Z całej sytuacji moim zdaniem wyszłam obronną ręką. HbA1c skoczyło do 9%, ale nie była to tragedia jak na półroczne zaniedbanie samokontroli. Obudziłam się w porę!
Dziś wiem że nie da się zrobić urlopu od cukrzycy, a jednocześnie mam świadomość, że nic nie było w stanie uchronić przed wypaleniem cukrzycowym. Ono przychodzi i choć rozum mówi, że to nie jest dobre rozwiązanie człowiek nie jest w stanie zmusić się do dalszej samokontroli.

Prawo do błędów
W tym wszystkim ważne jest to, byś TY Drogi Diabetyku/Rodzicu małego cukrzyka docenił swoje starania i dał sobie prawo do popełniania błędów. Staraj się, ale nie za wszelką cenę. Nie zawsze musi być i będzie idealnie. Cukrzyca to trudna choroba, która nie tylko uczy pokory, ale wystawia na ciężkie próby. Taką próbą może być właśnie wypalenie. Pamiętaj, że do tego też masz prawo. Od Ciebie również zależy czy wyjdziesz z zawirowań na prostą. Wierzę, że tak. Z cukrzycą nie musisz się przyjaźnić. Zresztą nie wierzę w taką przyjaźń. Jednak nie pozwól, by zabrała Ci radość z życia!

Monika Godlewska

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Do diabła z tą cukrzycą!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Szugarfrik cukrzyca

Cukrzyca – słowo budzące niepokój nawet u tych, którzy nie mieli z nią bezpośredniej styczności. To choroba, która dotyka prawie 3 miliony Polaków z czego część nawet nie wie, że choruje. Jak z nią walczyć? Czy prowadzenie dotychczasowego życia z cukrzycą jest możliwe? I w końcu – jaka dieta jest wskazana dla wszystkich, którzy muszą zmagać się z chorobą?

Na wszystkie te pytania jest odpowiedź i znajdziesz ją właśnie u nas! Stworzyliśmy portal oraz magazyn, które są prawdziwymi kompendiami wiedzy nie tylko dla diabetyków (zarówno tych którzy chorują na najbardziej powszechną cukrzycę typu 2, typu 1, jak i dla tych z innymi typami) , ale również ich rodzin, lekarzy, edukatorów oraz wszystkich innych osób, które chcą znaleźć wartościowe informacje w sprawdzonym miejscu!

Szugarfrik – wiedza i nie tylko
Naszą misją jest przede wszystkim przekazywanie wiedzy dotyczącej choroby, jaką jest cukrzyca, jej objawów i powikłań, sposobów radzenia sobie z nią i nie tylko. Pokazujemy najlepsze diety, wskazujemy najnowsze osiągnięcia medycyny i dostarczamy świeże aktualności, które z pewnością zainteresują wszystkich diabetyków.

Jednak wiedza to nie wszystko – zadbamy również o dobry humor każdego kto odwiedzi naszą stronę albo otworzy magazyn, opowiemy historie innych diabetyków – zarówno tych znanych, jak i zupełne zwyczajnych, a także porozmawiamy o sporcie czy kulturze. Oczywiście ważnym miejscem w naszym magazynie jest rubryka, której tematyką jest dieta osób zmagających się z cukrzycą – dzięki niej dowiecie się jak przygotowywać dania, które będą nie tylko zdrowe, ale też smaczne. Jednym słowem – wszystko w jednym miejscu!

Na stronie znajdziesz nie tylko nowinki, ale również cofniesz się do informacji sprzed jakiegoś czasu – wszystko dzięki naszemu bogatemu archiwum!

Dlaczego warto nas czytać?
Przede wszystkim z powodu naszej dużej wiedzy oraz chęci przekazywania wyłącznie sprawdzonych i w stu procentach wartościowych informacji. Jesteśmy pozytywnymi ludźmi i dlatego chcemy zaszczepiać w Czytelnikach pozytywną energię, jednocześnie informując o tym, co ważne. Posiadamy wiele lat doświadczenia w tej dziedzinie, cukrzyca nie ma przed nami tajemnic i jesteśmy przekonani, że nie jest końcem świata – o tym chcemy przekonywać diabetyków na każdym kroku.

Bo cukrzyca jest chorobą, z którą można spokojnie żyć ciesząc się pełnią życia, mimo że odpowiednia dieta jest ważnym elementem leczenia (w cukrzycy typu 2) i samokontroli. Wystarczy ją poznać, znaleźć własne sposoby na radzenie sobie z ograniczeniami, jakie narzuca i nie myśleć o cukrzycy jako o czymś, co zakłóca codzienność.