Wakacje bez rodziców

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Czekają na nie wszystkie dzieci. Niezależnie od tego czy są zdrowe, czy chore na cukrzycę typu 1, każdemu należy się solidna dawka wypoczynku. Małe pociechy cieszą się ze wspólnego urlopu z rodzicami. Te starsze potrzebują już trochę więcej swobody

Świetną okazją do „przetestowania” samodzielności dziecka są wakacje bez rodziców, ale pod opieka wychowawców kolonijnych. Cukrzyca i w tej kwestii nie powinna być przeszkodą. Skoro każdego dnia rodzice wpajają swym pociechom, że mimo choroby mają starać się żyć „normalnie”, tak jak ich zdrowi rówieśnicy, to nie mogą być to tylko słowa. Za nimi muszą iść czyny.

Strach
Lęk o bezpieczeństwo dziecka jest czymś zupełnie naturalnym. To w końcu nasz o najcenniejszy skarb. Jednak nie może i nie powinien paraliżować. Samodzielny wyjazd jest bardzo ważnym etapem rozwoju dziecka. Wówczas z dala od rodziców, może samodzielnie podejmować decyzje, trenować swoje kompetencje społeczne, a także radzić sobie z emocjami, zarówno tymi pozytywnymi, jak i negatywnymi. Zwykle to właśnie rodzice bardziej boją się rozłąki niż ich pociechy. Dziecko jest ciekawe świata, ludzi i otwarte na nowe doświadczenia, a czas na kolonii wypełniony jest różnym atrakcjami.
Lęk rodzica sięga zenitu tuż przed wyjazdem, dlatego warto przygotować na ten moment zarówno siebie, jak i dziecko, odpowiednio wcześniej.

Samo, czy z rodzeństwem?
Trzeba pamiętać, że potrzeba autonomii, samostanowienia, jest naturalna i ważna zarówno dla dorosłego, jak i dla dziecka. Diabetyk na co dzień jest pod stałą kontrolą swojego opiekuna. Czasem bywa to męczące dla obu stron. Wakacje dają diabetykowi możliwość odpoczynku nie tylko od szkoły, ale też od opieki rodziców. To czas, by młody człowiek pobył sam ze sobą i sprawdził się w różnych warunkach. Dobrym pomysłem mogą okazać się różnego rodzaju kolonie i obozy dla diabetyków. Obecność wykwalifikowanego i doświadczonego personelu medycznego powinna nieco uspokoić rodziców. Diabetycy podczas takiego wypoczynku w pełni korzystają z uroków wakacji, ale całą dobę czuwa nad nimi lekarz, pielęgniarki i wyedukowani w temacie cukrzycy typu 1 wychowawcy. Często mimo to rodzicom nadal trudno „przeciąć pępowinę” i zaufać, że ich dziecku nie stanie się nic złego. Wówczas warto uświadomić sobie, że nie na wszystko ma się wpływ, że także w życiu codziennym, gdy dziecko wiele godzin jest w szkole, nie ma nad nim pełnej kontroli, a ono i tak świetnie sobie radzi. Jeśli natomiast to dziecko odczuwa niepokój na myśl o wyjeździe, można zapisać je na kolonie wraz z kolegą lub koleżanką. To z pewnością zmniejszy jego lęk w pierwszych wyjazdu i zniweluje trudności w nawiązywaniu kontaktów. Nie jest natomiast dobrym pomysłem wysyłanie na taki wypoczynek rodzeństwa, które dzieli duża różnica wieku. Starsze dziecko może czuć się niekomfortowo, bo będzie się obawiało obowiązku opieki nad młodszym bratem lub siostrą. Trzeba pamiętać, że i rodzeństwo ma prawo odpocząć od siebie.
Klamka zapadła, dziecko jedzie samo!

Pierwsze odejście
Jak przygotować się do pierwszego samodzielnego wyjazdu dziecka? Na początek warto wybrać miejsce, do którego planujemy wysłać dziecko i „oswoić” je dowiadując się o nim jak najwięcej. Należy porozmawiać z organizatorami. Zapewne rozwieją większość wątpliwości i podpowiedzą, jak przygotować siebie i dziecko do wyjazdu. Warto też nawiązać kontakt z rodzicami, którzy już po raz kolejny wysyłają swoje dzieci na kolonie. Często taka rozmowa jest bezcenna i znacząco zmniejsza lęk. A to, że kolejny raz ich pociechy jadą na samodzielne wakacje jest niezbitym dowodem na to, że warto zaufać i wypuścić dziecko spod swoich skrzydeł.
Rozpoczynając przygotowania do wyjazdu dobrze mieć świadomość własnych lęków. Strach rodzica utrudnia dziecku przygotowania. Opiekunowie bojąc się, nieświadomie wysyłają komunikat, że taka sytuacja może być dla dziecka zagrożeniem. W tym miejscu należy „zatrzymać się” i zastanowić się, jakie jest źródło lęku. Niestety czasem wynika on z nadopiekuńczości, a czasem z wyręczania dziecka na co dzień. Z reguły dzieci dobrze odnajdują się w grupie i naprawdę podołają temu wyzwaniu. Zdarza się, że to właśnie rodzice swoimi obawami zaszczepiają dzieciom lęk. Często robią to nieświadomie, z nadmiernej troski o ich bezpieczeństwo, a dzieci to doskonali obserwatorzy, którzy widząc emocjonalne reakcje rodzica po prostu zaczynają się bać.

Magda,
mama 9-letniej Tosi
(cukrzyca typu 1 od 2 lat)

Nie obyło się bez paniki

Kiedy podczas pobytu w szpitalu, gdy zdiagnozowano u Tosi cukrzycę, usłyszałam o koloniach dla słodziaków bardzo się ucieszyłam perspektywą takich wyjazdów. Córka miała wtedy 7 lat, już rok później w wieku 8 lat pojechała na takie kolonie. Czy się bałam? Raczej nie – córka jechała z lekarzami, pielęgniarkami, a nawet z dietetykiem. Najbardziej panikowali dziadkowie – błagali nas, żebyśmy jej nie puszczali, obiecywali, że troskliwie zajmą się wnuczką. Mąż spanikował na dworcu PKP i trzy razy chciał nas zawracać do domu. Córka na kolonii bawiła się wyśmienicie. Właśnie tam przekonała się do pompy, której wcześniej nie chciała, poznała inne „słodkie” dzieciaki. Wróciła wypoczęta i szczęśliwa.
W tym roku też jedzie i zabiera jeszcze jedną „słodką” koleżankę.

Wpływ alkoholu na wątrobę
Największą obawą rodziców dorastających diabetyków, którzy ruszają samodzielnie wypocząć jest lęk przed spożyciem alkoholu przez ich dzieci. Ta obawa jest jak najbardziej zasadna. Spożycie alkoholu przez diabetyka grozi głębokim niedocukrzeniem. Ważne, by uświadomić nastolatkowi, do czego może to doprowadzić. Niezbędna jest rozmowa o skutkach picia alkoholu, o tym jak trudno wówczas cukrzykowi pomóc. Dziecko musi wiedzieć, że na nic zda się wtedy glukagon, bo zajęta metabolizmem alkoholu wątroba nie uwolni zapasów glukozy. Bezwzględnie ten temat trzeba poruszyć z wychowawcami i opiekunami kolonii, zwłaszcza, jeśli jest to wyjazd bez całodobowej opieki medycznej. Kadra takiego wypoczynku powinna być poinformowana i przeszkolona, jak skutecznie pomóc diabetykowi w sytuacji upojenia alkoholowego. Opiekunowie muszą wiedzieć, że wówczas pomoże tylko wezwane pogotowie i dożylny wlew glukozy.

Natalia,
28 lat (cukrzyca typu 1 od 18 lat)

Ważny jest spokój rodzica

Pierwszy raz pojechałam na kolonie dla diabetyków dwa lata po diagnozie w wieku 12 lat. Pamiętam, że trochę się bałam, jak to będzie. Mama uspakajała mnie, że będzie tam dużo dzieci z cukrzycą, a także pani doktor i pielęgniarka, które znałam. Ta informacja i mamy spokój dodały mi pewności siebie. Tata za to był pełen obaw, co dość trudno było mu ukryć. Po dwóch dniach od mojego wyjazdu, rodzice przyjechali do miejscowości, w której odbywały się kolonie. Gdy tato zobaczył, że cukry mam w normie, dobrze się bawię i mam najlepszą opiekę, nie miał więcej obaw, żebym jeździła na tego typu wyjazdy. Wiem, że przyjazd rodziców wynikał z troski. Nawet teraz, gdy mam już „swoją” rodzinę, mój tato codziennie dzwoni z pytaniem o cukry i przypomina o tym, żebym się pilnowała. Takie „kocham cię córcia” w innych słowach.

Aneta,
mama 9-letniego Aleksandra (cukrzyca typu 1 od 3 lat)

Na głęboką wodę

W sierpniu syn po raz pierwszy sam wyjedzie na kolonie. Mimo że do wyjazdu pozostało jeszcze trochę czasu oboje z mężem zaczynamy się stresować i zadajemy sobie pytanie, czy sobie poradzi. Staramy się przygotować go do samodzielnego wypoczynku. Rozmawiamy m.in. o odpowiedzialności. Aleks wie, jak się liczy wymienniki i oblicza dawki insuliny, ale teraz już aktywnie uczestniczy w tych działaniach. Orientuje się również w poziomach glikemii, ale ponieważ chodzi „uzbrojony” w Libre i smartwatcha oraz wie, że są rodzice, którzy czuwają cały czas, do tej pory nie zwracał na to uwagi. Rzucimy go trochę na głęboką wodę, bo choć na koloniach będzie personel medyczny, sam też będzie musiał o siebie zadbać. Nie jesteśmy rodzicami, którzy chuchają i dmuchają na dziecko, ale z drugiej strony martwimy się czy np. znajdzie sobie kolegę, czy będzie się tam dobrze bawić…

Czas na pożegnanie
W dniu wyjazdu rodzic powinien być obok, współtowarzyszyć dziecku, ale niech czas pożegnania będzie radosny. Na łzy przyjdzie pora po odjeździe autobusu. Nie należy ciągle powtarzać: „Będzie dobrze”, „Będziesz super się bawił(a)”. Lepiej przytulić i dzielić radość dziecka – to podstawowa zasada „dobrego” pożegnania.
Kto tęskni bardziej? Oczywiście rodzice, którzy po raz pierwszy na tak długo rozstają się z dzieckiem. Wolny czas, który na co dzień wypełnia pociecha, trzeba jakoś zagospodarować. Życie, które do tej pory kręciło się wokół glikemii, dążenia do dobrego wyrównania i kontroli diabetyka 24 godziny na dobę, z dnia na dzień się zmienia. Rodzice pozbawieni możliwości kontrolowania poziomów cukru z drżeniem serc oczekują pierwszych wiadomości z kolonii. Na początku rozłąki jest ciężko, ale po kilku dniach, gdy już usłyszą, że u dziecka wszystko w porządku, zaczynają odpoczywać i zwyczajnie cieszyć się odzyskaną chwilowo „wolnością”. Ten czas najlepiej wykorzystać na regenerację sił, wyspanie się i zrobienie czegoś przyjemnego tylko dla siebie. Można przeczytać dobrą książkę, pójść do kina lub do teatru, albo nadrobić towarzyskie zaległości. Tęsknota jest naturalną emocją wpisaną w bliską relację z drugim człowiekiem. Dziecko też tęskni, bo przecież kocha. Jednak kolonijne atrakcje, nowi fascynujący znajomi, wypełniają jego czas i myśli. W ten sposób powstają najcudowniejsze wspomnienia, o których będzie opowiadać po powrocie.

Czas na kontakt
Jak często kontaktować się z wypoczywającym dzieckiem? Nie za często! Nadmierny kontakt jest zbędny.Skoro rodzice zdecydowali się wysłać pociechę na kolonie, by się usamodzielniła i odpoczęła, to niech będą konsekwentni i dadzą dziecku przestrzeń. Nie wolno dzwonić po kilka razy dziennie, bo wtedy kolonista nie zintegruje się z grupą. Najlepiej wcześniej, przed wyjazdem ustalić z wychowawcą częstotliwość i formę kontaktu. Na obozach najtrudniejsze bywają pierwsze trzy dni. Wtedy dzieci nie są jeszcze ze sobą zintegrowane, aklimatyzują się. Lepiej nie dzwonić późnym popołudniem ani wieczorem, bo to czas spadku formy psychicznej i wtedy najczęściej daje o sobie znać tęsknota.

Dominika,
mama 13-letniej Kariny (cukrzyca typu 1 od roku)

Wymarzony obóz harcerski

Moja córka na pierwsze kolonie zuchowe wyjechała w wieku 8 lat. Pamiętam do dziś jak czekałam na każdy telefon (mogli dzwonić tylko podczas ciszy poobiedniej). Obawiałam się, że będzie tęsknić i płakać. A ona tylko krótko opowiadała, co robili, mówiła, że kocha i że już nie może, bo z koleżankami „coś robi”. I tak było kilka lat pod rząd. W ubiegłym roku miała pojechać na swój pierwszy obóz harcerski. Szykowała się do niego, przeżywała, aż 10 maja lekarze zdiagnozowali cukrzycę typu 1. Pierwsze pytanie, jakie padło kiedy minął szok to, czy będzie mogła pojechać na obóz. Pani doktor nie wyraziła zgody, bo to początek, a do obozu zostało wówczas 1,5 miesiąca. Ubolewała bardzo, a ja razem z nią, bo niby można wszystko normalnie, a tu przy pierwszym ważnym dla niej wydarzeniu schody. W tym roku zapisałam ją na kolonie dla dzieci z cukrzycą, ale Karina prosiła mnie o ten wymarzony obóz harcerski. Wahałam się bardzo, bo wiedziałam, że z dziećmi z cukrzycą i kadrą lekarzy byłaby bezpieczniejsza, a ja spałabym spokojniej, ale obóz harcerski…? W lesie, pod namiotami? Jakie są warunki, każdy wie. I kto ją będzie budził w nocy? A jak podczas zajęć terenowych będzie miała hipoglikemię, a ja oddalona od niej 400 km nic nie będę mogła zrobić. Porozmawiałam z kadrą, zapewnili mnie, że Karina będzie pod dobrą opieką, będzie ratownik medyczny, przeszkolony pod kątem cukrzycy. Córka będzie miała możliwość kontaktu telefonicznego w każdej chwili, gdy nie będzie czegoś pewna np. jaką dawkę insuliny sobie podać. To rozsądna dziewczyna i muszę jej zaufać. Mimo moich obaw nie chcę, żeby czuła się ograniczona chorobą. Ufam ludziom, z którymi jedzie. Wierzę, że będzie to dla niej super przygoda, niesamowite przeżycie i lekcja samodzielności. Wkłucia od początku choroby robi sama, pozostaje nam nauka wymiany zbiorniczka w pompie, ale mamy jeszcze trochę czasu. To ma być jej dzieciństwo i jej czas, a cukrzyca nam tego nie odbierze.

Może zdarzyć się, że dziecko zadzwoni z płaczem, że chce wracać… Co wtedy? Przede wszystkim należy wziąć głęboki oddech i wysłuchać żali, dać się wypłakać w słuchawkę. Dzięki temu kolonista da upust buzującym emocjom. Najprawdopodobniej to chwilowy kryzys, a rozmowa zadziała, jak plaster na ranę. Jednak ważne, by opiekun zachował spokój, sam nie dał się ponieść rodzicielskim emocjom i starał się wydobyć z pociechy coś pozytywnego na temat jego wypoczynku. Przecież niemożliwe, by na kolonii wszystko było złe.
Trudniejsza kwestią, choć nie niemożliwą do zrealizowania jest samodzielny wypoczynek diabetyka na koloniach bądź obozie bez opieki personelu medycznego. Wymaga on dobrej organizacji i wspólnej mobilizacji sił. Przede wszystkim opiekunowie kolonii muszą wyrazić zgodę i zadeklarować opiekę nad dzieckiem pod kątem cukrzycy. Należy ustalić jaki zakres pomocy wchodzi w grę. To z kolei uzależnione jest głównie od samodzielności dziecka w zarządzaniu swoją chorobą. Konieczne jest przeszkolenie wychowawców, którzy bezpośrednio będą opiekowali się dzieckiem. Młody diabetyk jadący na tego typu kolonie powinien umieć m.in. oszacować wartości odżywcze posiłków i dopasować do nich dawki insuliny (np. po konsultacji z rodzicem, jeśli to konieczne), podawać sobie insulinę pompą i penem. Jeżeli jest na pompie musi opanować umiejętność zmiany wkłucia lub skorzystać z pomocy wychowawcy, jeśli uprzednio uzgodniono to z rodzicami. Niezbędna jest również umiejętność samodzielnego mierzenia cukrów glukometrem, zabezpieczania się przed niedocukrzeniem oraz określania prawidłowych i nieprawidłowych wartości glikemii.
Jeżeli personel będzie odpowiednio przeszkolony i otwarty na pomoc małemu diabetykowi, rodzic może śmiało zaufać i pozwolić swemu dziecku cieszyć się dobrze zorganizowanym, samodzielnym wypoczynkiem.

Agnieszka,
mama 10-letniej Wiki (cukrzyca typu 1 od 7 lat)

Jest w nas lęk

W tym roku po raz pierwszy Wiki pojedzie sama na kolenie. Obawiam się, jak poradzi sobie z tęsknotą za domem i rodzicami. Inne „zdrowe” dzieci często wyjeżdżają na weekendy, ferie czy wakacje do babci. Dziecko wtedy uczy się jak radzić sobie bez mamy. Takie krótkie rozstania z biegiem czasu coraz bardziej mogą się przedłużać i wtedy dziecko coraz mniej odczuwa tęsknotę, zaczyna się przyzwyczajać. A rodzic jest spokojny, że dziecko świetnie daje sobie radę bez niego. Nasze dzieci są w innej sytuacji. Niestety nie każda babcia czy ciocia chce wziąć na siebie odpowiedzialność za diabetyka i przygarnąć go na kilka dni.
Wyjazd na takie kolonie, to puszczenie dziecka „na głęboką wodę”, na dwa tygodnie i to z dala od domu, od rodziców. Pomimo że i my, i dzieci bardzo chcemy takiego wyjazdu, i wiemy, że jest on potrzebny, to jest w nas lęk. Cieszę się, że Wiki jedzie razem z Tosią, dla której nie jest to pierwszy samodzielny wyjazd. Na pewno dziewczyny będą dla siebie wsparciem. Choć boję się, to czekam nie tylko z lękiem, ale i z ciekawością, i z nadzieją, że obie wypoczniemy. Córka cały czas zapewnia mnie, że świetnie sobie poradzi, a ja choć obawiam się, to wierzę w moje dziecko i jestem z niej dumna!

Rodzicu, pamiętaj!
Rodzice! To, że boicie się o dzieci jest naturalne. W końcu powierzacie obcym osobom swoje największe skarby. Boicie się o cukry, o to, czy dzieci podołają takiemu wyzwaniu. A w duchu chyba jeszcze bardziej obawiacie się czy wytrzymacie ten czas rozłąki, czy dacie sobie radę bez możliwości kontrolowania ich cukrzycy, bez wpływu na to, co jedzą, co robią, jak wyglądają ich glikemie. DACIE RADĘ! Odpuśćcie! Jeżeli nadal wydaje się Wam to trudne potraktujcie wyjazd dzieci zadaniowo i powiedzcie sobie: „Moje dziecko wyjeżdża pod opieką fachowców, przeszkolonych opiekunów. Należy mu się wypoczynek z dala ode mnie. Mi też jest on potrzebny.”
Potraktowanie samodzielnego wyjazdu dziecka jako zadania, którego rozwiązaniem będzie wejście na wyższy poziom samodzielności w zarządzaniu cukrzycą, zaowocuje rzeczywistym osiągnięciem większej, ogólnej samodzielności życiowej dziecka. Efekty tej rozłąki będą odczuwalne każdego dnia. Dziecko uwierzy w siebie, w swoje możliwości i umiejętności. Przekona się, że da radę również bez czuwającego non stop rodzica. A w bonusie pozostaną bezcenne wspomnienia i naładowane akumulatory na kolejny rok szkolny. Z pewnością za rok taką rozłąkę zniesiecie dużo lepiej i będziecie wsparciem dla innych rodziców wysyłających po raz pierwszy swoje pociechy na samodzielny wypoczynek.

Autor: Monika Godlewska

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Wakacje bez rodziców”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Szugarfrik cukrzyca

Cukrzyca – słowo budzące niepokój nawet u tych, którzy nie mieli z nią bezpośredniej styczności. To choroba, która dotyka prawie 3 miliony Polaków z czego część nawet nie wie, że choruje. Jak z nią walczyć? Czy prowadzenie dotychczasowego życia z cukrzycą jest możliwe? I w końcu – jaka dieta jest wskazana dla wszystkich, którzy muszą zmagać się z chorobą?

Na wszystkie te pytania jest odpowiedź i znajdziesz ją właśnie u nas! Stworzyliśmy portal oraz magazyn, które są prawdziwymi kompendiami wiedzy nie tylko dla diabetyków (zarówno tych którzy chorują na najbardziej powszechną cukrzycę typu 2, typu 1, jak i dla tych z innymi typami) , ale również ich rodzin, lekarzy, edukatorów oraz wszystkich innych osób, które chcą znaleźć wartościowe informacje w sprawdzonym miejscu!

Szugarfrik – wiedza i nie tylko
Naszą misją jest przede wszystkim przekazywanie wiedzy dotyczącej choroby, jaką jest cukrzyca, jej objawów i powikłań, sposobów radzenia sobie z nią i nie tylko. Pokazujemy najlepsze diety, wskazujemy najnowsze osiągnięcia medycyny i dostarczamy świeże aktualności, które z pewnością zainteresują wszystkich diabetyków.

Jednak wiedza to nie wszystko – zadbamy również o dobry humor każdego kto odwiedzi naszą stronę albo otworzy magazyn, opowiemy historie innych diabetyków – zarówno tych znanych, jak i zupełne zwyczajnych, a także porozmawiamy o sporcie czy kulturze. Oczywiście ważnym miejscem w naszym magazynie jest rubryka, której tematyką jest dieta osób zmagających się z cukrzycą – dzięki niej dowiecie się jak przygotowywać dania, które będą nie tylko zdrowe, ale też smaczne. Jednym słowem – wszystko w jednym miejscu!

Na stronie znajdziesz nie tylko nowinki, ale również cofniesz się do informacji sprzed jakiegoś czasu – wszystko dzięki naszemu bogatemu archiwum!

Dlaczego warto nas czytać?
Przede wszystkim z powodu naszej dużej wiedzy oraz chęci przekazywania wyłącznie sprawdzonych i w stu procentach wartościowych informacji. Jesteśmy pozytywnymi ludźmi i dlatego chcemy zaszczepiać w Czytelnikach pozytywną energię, jednocześnie informując o tym, co ważne. Posiadamy wiele lat doświadczenia w tej dziedzinie, cukrzyca nie ma przed nami tajemnic i jesteśmy przekonani, że nie jest końcem świata – o tym chcemy przekonywać diabetyków na każdym kroku.

Bo cukrzyca jest chorobą, z którą można spokojnie żyć ciesząc się pełnią życia, mimo że odpowiednia dieta jest ważnym elementem leczenia (w cukrzycy typu 2) i samokontroli. Wystarczy ją poznać, znaleźć własne sposoby na radzenie sobie z ograniczeniami, jakie narzuca i nie myśleć o cukrzycy jako o czymś, co zakłóca codzienność.