Cukrzyca a samodzielność

Kiedy dowiedziałam się, że Olaf ma cukrzycę, nic nie wiedziałam o tej chorobie. Pierwsze tygodnie upłynęły nam na oswajaniu się z nieznaną dolegliwością, zdobywaniu wiedzy o niej i wspieraniu go w codziennych zabiegach.

Moim priorytetem było, aby Olaf po pobycie w szpitalu wrócił do życia sprzed choroby. Aby mógł chodzić do swojego przedszkola, spotykać się z kolegami. Aby rósł z przekonaniem, że cukrzyca nie zabierze mu marzeń i pasji. I udało się! Przede wszystkim dzięki temu, że dostał od nas pełne zaangażowanie i wsparcie. Dzięki temu, że wychowawczynie przyjęły Olafa i jego „tajemniczą” chorobę z otwartymi ramionami i sercami.
Ale dzisiaj, po kilku miesiącach poznawania cukrzycy widzę, że od początku chciałam „zmieść mu ją sprzed nosa”; wziąć na siebie cały ciężar tej dolegliwości, byle tylko mój syn nie poczuł się nią ograniczony. Dlaczego?
Dziś znam odpowiedź. Kiedy zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Olaf zachorował, niezauważenie dla samej siebie wpadłam w sidła poczucia winy. Bo może nie byłam jednak dość uważna? Może postępowałam niewłaściwie? Skoro cukrzycę może powodować kilka czynników, w tym także stres nasz codzienny… Stąd już tylko krok dzielił mnie do obwiniania się za to, co się stało. I dwa kroki od rekompensowania dziecku przeżytych emocji, bólu, ograniczeń. „Bo on taki biedny, smutny, chory” – myślałam. Ale kilkulatek świetnie wyczuwa, że skupiona jedynie na jego chorobie mama będzie próbowała przychylić mu nieba. Ba, potrafi świetnie to wykorzystać, manipulując przejętą rodzicielką. Jak pewnego dnia, kiedy poszłam z córką na zakupy. Olaf, wróciwszy z tatą z przedszkola, zorientował się, że nie ma mnie w domu. Postanowił zadzwonić. „Mamo, kiedy przyjdziesz?” „Niedawno wyszłam, wrócimy dopiero za godzinę” – odpowiedziałam. „Ale Ty musisz już wracać” – stwierdził stanowczo. „Ja mam 50 cukru!” Nie wróciłam do domu od razu. Wiedziałam, że jego ojciec mu pomoże. Po raz pierwszy od postawienia diagnozy spędziłam trochę czasu z dala od syna bez poczucia winy, że mnie z nim nie ma. Niespodziewanie dla siebie odetchnęłam z ulgą. Zrozumiałam, że nawet w największym natłoku spraw, obowiązków i powinności nie mogę zapominać o sobie i swoich potrzebach, o córce, o moich przyjaciołach.
Od kiedy Olaf zachorował, wiele się zmieniło. W dużym stopniu podporządkowaliśmy cukrzycy nasz styl życia, potrzeby, plany. Ale na co dzień staram się nie zapominać, że dziecko, które jest chore, za kilkanaście lat będzie dorosłym człowiekiem. I „nie zmiotę” mu tej choroby z drogi, choćbym w pierwszym odruchu uznała, że tak będzie dla niego lepiej. To jego życie, jego dolegliwość. Cokolwiek robię dzisiaj, buduję jego przyszłość. Czy chcę, aby był samodzielny? Polegał przede wszystkim na sobie? Nie szukał winnych i nikim w przyszłości nie manipulował, bo jest chory? Zrozumiałam, że muszę zacząć od siebie. Nie zapominać o swoich marzeniach. Pokazać mu, że pomaganie i wsparcie to nie poświęcanie siebie, swoich potrzeb, potrzeb innych bliskich. Że w dużej mierze to od niego będzie zależała jakość jego życia w przyszłości. Że jego choroba to wyzwanie. Dla wszystkich tych, których spotka na swojej drodze. Ale przede wszystkim dla niego.

Anna Czarnecka,
dziennikarka i prezenterka telewizyjna, prowadziła „Autorski przegląd prasy” w programach: „Pytanie na śniadanie” i „Kawa czy herbata”. Obecnie współtworzy program „Zoom na miasto” w Polsacie. Cztery lata temu u jej syna Olafa zdiagnozowano cukrzycę.

Tags

You may also like...

0 thoughts on “Cukrzyca a samodzielność”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *