W słodkim świecie, kiepskie sprawy

Szerokiej publiczności znany jako Arnold Boczek z kultowego serialu „Świat według Kiepskich”, diabetykom – coraz bardziej jako aktywista na rzecz chorych na cukrzycę. O planach wprzęgnięcia kultury w budowanie świadomości choroby oraz własnej drodze do skutecznego leczenia opowiada aktor Dariusz Gnatowski.

Wypowiada się na temat cukrzycy w mediach i na spotkaniach stricte diabetologicznych. Jako przedstawiciel pacjentów z cukrzycą typu 2 uświadamia polityków o potrzebach środowiska, mówi o konieczności edukacji społecznej pod kątem cukrzycy oraz założeniu Fundacji „Wstańmy Razem! Aktywna Rehabilitacja”. Zastanawia mnie, skąd taka nazwa, w końcu cukrzyca w pierwszym skojarzeniu nie łączy się z rehabilitacją. Mój rozmówca szybko przekonuje mnie, że związek jest, nie tyle rehabilitacji z cukrzycą, ile z powikłaniami, którymi może ona skutkować. Tak właśnie było w jego przypadku. Cukrzycę typu 2 zdiagnozowano u niego wiele lat temu, ale diagnoza nie została poparta żadną edukacją, w związku z czym przez pierwsze 10 lat praktycznie się nie leczył. Krytycznie przyznaje, że zmarnował ten czas.

– Usłyszałem od lekarza, że mam podwyższony cukier i że powinienem brać tabletki. Więc wziąłem, jak się bierze antybiotyk, i wróciłem do normalnego życia. Nikt mnie wówczas nie uwrażliwił, jak groźna jest to choroba. Po latach kolega lekarz przypadkiem zmierzył mi cukier glukometrem i kazał natychmiast zgłosić się do szpitala. Cukrzyca się rozwinęła, ja się przestraszyłem. Zbiegło się to w czasie z naderwaniem ścięgna Achillesa, którego nie mogłem wyleczyć, bo nałożyło się na to powikłanie w postaci stopy cukrzycowej. Leczenie rany na pięcie, wymagające nieobciążania stopy, było prawdziwym killerem. To właśnie rehabilitacja i fizykoterapia pomogły mi wrócić do zawodu, do zwyczajnego funkcjonowania. Tak powstał pomysł na naszą fundację. Rehabilitacja to bardzo pojemne słowo, przebiega na wielu poziomach, także psychologicznym. Przez moje doświadczenia jako pacjenta diabetologicznego, wzloty i upadki zaangażowałem się w działalność społeczną, której celem jest między innymi edukacja, uświadamianie ludziom, jak groźne są powikłania cukrzycy i co można zrobić, kiedy się pojawią.

Przełom, zupełnie niesłodki

Angażowanie się w sprawy osób z cukrzycą pozostaje jednak ewenementem, bo przecież wielu choruje, ale fundacje zakładają nieliczni. Zdaniem naszego rozmówcy jego zaangażowanie jest wynikiem tego, jak mocno cukrzyca zmieniła jego życie. – Jest coś takiego, jak przezroczystość ludzi chorych. Gdy jesteśmy zdrowi, to ich nie zauważamy, ani też nie zastanawiamy się, co sprawia, że są niedołężni lub jeżdżą na wózku. Kiedy zacząłem naprawdę się leczyć, odwiedzać lekarzy, robić badania, nagle uświadomiłem sobie, jak powszechnym problemem jest cukrzyca i jak jest nierozumiana przez pacjentów, co wynika po części z nieudolności systemu do przygotowania chorego do życia z tą chorobą. I z braków w systemie. Weźmy pod uwagę chociażby fachowców od leczenia ran, jest ich na lekarstwo, czego sam doświadczyłem, i to w Krakowie, wcale nie na prowincji. Z problemami z nogą chodziłem od drzwi do drzwi. Ktoś odesłał mnie do dermatologa, ktoś do chirurga, ktoś znowu kazał moczyć nogę w szarym mydle. Proszę sobie wyobrazić, że gdy jeździłem po Polsce ze spektaklami, zabierałem miskę i szare mydło i w czasie przerw moczyłem nogę. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata. Sporo czasu upłynęło, nim trafiłem do chirurga, który potrafił mi pomóc. Wówczas postanowiłem na moją malutką skalę człowieka, który jest w jakimś stopniu rozpoznawalny, a przez to nieco bardziej słyszany, zacząć działać. I zacząłem od uświadamiania pacjentów i decydentów. Kontynuuję także swoją przemianę w podejściu do choroby, czyli świadome, zaangażowane leczenie.

Strach ma moc sprawczą

Każdy, kto zna Dariusza Gnatowskiego chociażby z serialu, zauważa jego nową sylwetkę. Kiedy pytam, jak udało mu się tak ładnie schudnąć, żartuje, że to dzięki zielonej herbacie i sałatce rzymskiej, którą w czasie rozmowy konsumował. Pan Dariusz zastanawia się, ile by schudł, gdyby zamiast insuliny stosował terapię GLP-1. W najbliższym czasie zamierza to sprawdzić.

Aktor uważa, że w odchudzaniu najważniejsza jest wola, żeby faktycznie coś zmienić. U niego ten element został podsycony dopiero przez poważne problemy zdrowotne z wizją kalectwa włącznie. Dlatego dzisiaj powtarza, że liczba bodźców, które działają na pacjentów, powinna być maksymalna, łącznie ze straszeniem ich przez lekarza.

Przyznaje, że tryb życia nomady, będący jego udziałem z powodu uprawianego zawodu, nie pomaga w leczeniu, choć go nie wyklucza. Obecnie stosuje intensywną insulinoterapię, ale wyniki badań wskazują, że będzie mógł poeksperymentować z GLP-1. A dąży do tego, ponieważ zrozumiał już, że insulina nie jest lekiem na całe zło, że nie można dowolnie zwiększać jej dawek, bo to przekłada się na masę ciała, a im większa, tym organizm gorzej funkcjonuje. I odwrotnie. – Chodzi o to, żeby tego węża zjadającego własny ogon pozbawić ogona, czyli przerwać łańcuch zależności pomiędzy insuliną, jedzeniem a tyciem – tłumaczy. W tym mogą pomóc nowoczesne leki, których jest ogromnym zwolennikiem.

Cukrzyca kulturalnie

– Mam dużo pomysłów, które chcę realizować. Jestem aktorem, planuję wystawić sztukę, w której rozrywka byłaby związana z edukacją. Marzę, żeby stworzyć przedstawienie dla diabetyków połączone z działaniami edukacyjnymi, żeby po spektaklu było spotkanie z fachowcami i można było się czegoś użytecznego dowiedzieć. Pojawił się plan placementu, czyli pokazania cukrzycy w serialu, w którym gram. Oby udało się to zrealizować. W moim rodzinnym Zabrzu chcę zorganizować piknik rodzinny, połączyć dobrą pogodę, rodzinne spacery, trochę sportu z edukacją na temat cukrzycy. Jeśli ten projekt wypali, chciałbym go powtarzać także w innych miastach. Marzy mi się też miejsce, w którym będzie opieka podologa, diabetologa, psychologa i wszystkich świętych, niezbędnych w leczeniu cukrzycy. Takie miejsca są, wybieram się do Berlina, żeby zobaczyć, jak to jest zorganizowane u nich, i będę myślał, jak przenieść dobre wzorce do nas. Mam nadzieję, że się uda i że komuś pomogę.

Rozmawiała Małgorzata Marszałek

Tags

You may also like...

0 thoughts on “W słodkim świecie, kiepskie sprawy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *